21 listopada 2022

Chodź, przytulę, minie pora roku zła.

Prawda jest taka, że całą tę wspólną codzienność wyobrażałam sobie zupełnie inaczej. Chciałabym, jak kiedyś, pisać listy z myślą o Tobie i dedykować Ci tysiące ciepłych myśli dziennie. Te myśli biją się w głowie, ale nie wszystkie są tak ciepłe, jak wciąż uważam, że powinny nie bywać, ale być, na stałe. Ktoś mi niedawno powiedział, że z początku, gdy się zdarzyłeś, twarz rozjaśniał uśmiech przy każdej wibracji niespiesznej wiadomości. Łapię się na tym, że tęsknię za naszą nieobecnością, by móc wracać stęsknioną do niecodzienności, w której przelewały się hektolitry herbaty, a poduszka po drugiej stronie łóżka kilka razy w tygodniu chłonęła Twój zapach. Dziś ta poduszka jest Twoja, tylko rozmów i herbat brakło. Tęsknię za powrotami do domu, pod którym stałeś, gdy marzły Ci dłonie i chciałeś być ze mną, rozmawiać, przytulać i oglądać dziesiątki filmów tygodniowo... Tymczasem codzienność jest chłodna i wroga w myślach, złośliwa, przepleciona pocałunkiem, gdy mijamy się w kuchni i dotykiem, przytuleniem na dobranoc, herbatą zaparzoną na dzień dobry, którą każde z nas pije w samotności. Brakuje mi partnerstwa, którego chciałam na co dzień, rozmów, które tak lubiłam i ciepła, do którego chciałam wracać. Łapię się na tęsknocie za swoim życiem, za bezpieczeństwem ciszy na kanapie, za filmem, którego nikt nie komentuje, za książką czytaną w bezdźwięcznym pokoju. Lubiłam tę codzienność, tę moją. A kiedy przyszła zagościć w niej Twoja... być może chłonęłam piękne słowa zbyt łapczywie, by w porę zobaczyć, że nie są prawdziwe. Nigdy nie chciałam kolacji w restauracjach i wyjść do kina. Powinieneś wiedzieć, że jestem tą kobietą, która nade wszystko ceni herbatę, przytłumione światło, świeże kwiaty w wazonie i niespieszny spacer. Czasem wydaje mi się, że zupełnie nie próbowałeś mnie poznać z tej strony. I to, ze wszystkiego, rozczarowuje mnie chyba najbardziej.