13 sierpnia 2017

Rodzinnie.

Niespiesznie, tak, rodzinnie. Rodzina ta, która istnieje od dawna i ta, która dopiero się tworzy. Ta krwią złączona i ta, którą postanowiliśmy wspólnie budować od podstaw. Od pierwszych uśmiechów, muśnięcia dłoni, pójścia w pół kroku, w tym samym kierunku. Wspólne śniadania, wycieczki po bułki i poranna herbata. Kawa pita w biegu, piasek przesypywany przez palce. Domowe obiady, rodzinne, smakujące jak u babci. Łzy ocierane wśród najbliższych, choć w tę bliskości nieraz wątpiłam.Wieczorne spacery brzegiem morza, muskane wodą stopy, splecione dłonie, najpiękniejszy głos w podświadomości i piosenka, która pierwszy raz słyszana tak mocno zapadła mi w pamięć. Klasyka literatury czytana w słońcu, szeroki uśmiech i głośny śmiech podczas bilarda i Jengi do rana, dwujęzycznych scrabbli wieczorem, polskich filmów i Chilińskiej, przeplecionej z długimi rozmowami po niemiecku i dziesiątkami (nie)rozumienia. Pamiętasz, co kiedyś mówiłam? Do zobaczenia za rok, w tym samym miejscu, choć spotkamy ich przecież nie raz po drodze, w domu, przy światłach choinki, wspólnej kolędzie, może wcześniej wśród liści pożółkłych i złotej jesieni. Te rozmowy i muzyka, te obrazy wpojone we mnie przed laty i pewne spełnienia przypomniały o rzeczach, wokół których kiedyś opiewały tysiące moich myśli. Nie zrozum mnie źle, mnie tu dobrze w codzienności, ale kiedyś chciałam, by wyglądała ona inaczej. Obraz rodziny tak pięknej, już niemal powiększonej o troje, przypomina o dawnych marzeniach. I myśl o tym, że Ty... naprawdę tu pasujesz.