5 sierpnia 2012

O macierzyństwie słów kilka.

Zaparzyłam herbatę, zapaliłam lampkę, wzięłam laptopa na kolana i włączyłam muzykę. Błądząc pomiędzy folderami pełnymi zdjęć z różnych okresów mojego życia, pomiędzy blogami, do których prawdopodobnie nigdy nie wrócę - uświadomiłam sobie jedną rzecz...
Osiemnaście miesięcy temu, 13 lutego dokładnie, pojawił się w moim życiu mężczyzna, którego dziś widuję rzadko, a na spotkanie z którym zawsze czekam z niecierpliwością i kiedy tylko informacja o takowym pojawia się na wyświetlaczu telefonu, potrafię osiem razy wycierać kurz, którego od dawna w mieszkaniu już nie ma, a nawet prać czysty dywan. Kupuję ciastka, które potrafi wcinać godzinami, wyjmuję z szafy rzeczy, które przeżyły moje dzieciństwo i wspominam razem z nim ten okres, który minął i nie wróci, a ja nawet nie chciałabym, żeby wracał. Ów mężczyzna, choć mówi niewiele - jest typem człowieka jak najbardziej towarzyskiego, a dzięki swojej urodzie podbija serca wszystkich moich koleżanek (a nawet nie tylko koleżanek). Za osiem dni skończy półtora roczku ;)

Nie jestem typem kobiety, która w dzieciństwie lubiła bawić się lalkami, a w późniejszym okresie życia marzyła o wielkiej miłości, białej sukni, domu z ogrodem i gromadce dzieci. Wręcz przeciwnie - na pierwszym miejscu zawsze stawiałam naukę i pracę, rodzinę gdzieś dalej, długo w ogóle jej nie widziałam. A później, kiedy Czekoladowooki zaczął bywać w moim życiu częściej niż raz na kilka miesięcy, kiedy po kilku miesiącach związku zaczęłam w jego oczach dostrzegać chęć założenia rodziny... coś we mnie uderzyło. Pojawiło się echo pytania: co zrobisz, All., kiedy skończysz już studia, będziesz mieć pracę i kochającego faceta przy sobie? Umrę, nasunęło mi się na myśl, bo będę spełniona i pewnie szczęśliwa. A kiedy dokładnie dwa lata temu na językach całej rodziny pojawił się bezimienny jeszcze wtedy Mały J., kiedy popatrzyłam na jego szczęśliwych i kochających się rodziców, niecierpliwie czekających na dziecko, o które tak długo się starali... uderzyło we mnie coś jeszcze. Co robisz, All., kiedy poza Tobą, ten kochający nie-idealny mężczyzna będzie chciał mieć kogoś jeszcze? Dziecko, z Tobą...? Odejdę, bo zrujnuje mi to życie - pomyślałam w pierwszej chwili, w drugiej wybuchając już śmiechem. Urodzę, bo przecież go kocham i chcę dać mu to, czego jemu do pełni szczęścia ze mną brakuje. Kupię kilka różowych sukienek, białe buciki, pluszaki i domek dla lalek. Białą kołyskę i szaro-różowy wózek, bo takie podobają mi się najbardziej. Nie no, cholera, wróć. Kupię niebieskie i białe śpioszki, koszulę w kartkę i sweterek w serek, bo chcę mieć przecież synka, choć córkę też kochałabym jak własną. Później kupię mu rower i będę patrzeć, jak gra z ojcem w piłkę. A później będę się martwić, czy nie zmajstrował dziecka jakieś blondynie, bo przecież będzie najprzystojniejszym gnojkiem w okolicy. Albo i na świecie. Pewnie na świecie, po ojcu. 
Błądzę po profilach znajomych na "fejsbuku" - magister, matka, magister, ojciec, pracuje w zawodzie, bo skończył już studia, ciągle się dokształca, ale jest w związku, ciągle ta sama, niezbyt atrakcyjna dziewczyna, ale przecież zawsze się kochali, no to niech kochają się dalej, chociaż oboje są obrzydliwi, a kim jest ta pani? O, magister. Kurwa, że tak poetycko skomentuję zaistniałą sytuację. A ja jestem Alien., wymyśliłam sobie właśnie, że pójdę na filologię, ale pod żadnym pozorem nie zrezygnuję z ekonomii. I jestem na tyle głupia, że chcę zacząć drugi kierunek, więc mam przesrane do trzydziestki, pewnie nie znajdę męża, a nawet jeśli trafi się osioł, któremu mój pracoholizm (na który narzeka mój szef) nie będzie przeszkadzał - to pewnie i tak mnie zostawi, bo będzie chciał mieć dziecko, a ja robię drugi kierunek studiów i nie mam czasu na dzieci! Bynajmniej w tym tysiącleciu. Później może wymyślę sobie trzeci, piąty i trzynasty, po drodze milion kursów, szkół, spełnianie marzeń i wyjazdy, więc zestarzeję się sama, w domu spokojnej starości, a pieniądze, które zarobię - bo będę przecież wyuczona, zapracowana i "jestem panią ekonom", więc umiem zarządzać majątkiem - przepiszę psu, o ile nie zerwie się ze smyczy na którymś spacerze, po tym jak zazdrosnym wzrokiem spojrzy na to, że kundel sąsiadki jest rozpieszczony, a jego pani ciągle pracuje. Mam nadzieję, że spotkam chociaż faceta, który przez kilka lat będzie chciał przy mnie bywać i będzie na tyle dobry w łóżku, że nie będę miała na co narzekać. A jakby coś - zawsze mogę wrócić do Czekoladowookiego, on przecież do usranej śmierci nie zrezygnuje i umrze gadając o tym, żebym "spróbowała się do niego przekonać", czy jakoś tak podobnie.

A ogólnie to w tym poście chodziło mi o to, że w całym zabieganiu i swoim pracoholiźmie chcę znaleźć (kiedyś) czas na dziecko, bo jak patrzę na uśmiechnięte młode matki i ich śliczne pociechy to moje hormony krzyczą: Alien., cholera, przestań brać te prochy i bądź matką, postaraj się chociaż! 

Pozdrawiam Was serdecznie ;D

138 komentarzy :

  1. Mnie dzieci coraz bardziej denerwują :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kiedyś też denerwowały, każda spędzona w ich towarzystwie minut była swego rodzaju katorgą. A później moja koleżanka urodziła dziecko, niepełnosprawnego chłopca. Przy nim wszystko się zmieniło. A teraz Mały J. :)

      Usuń
    2. Z czasem pewnie wróci. ;)

      Usuń
    3. Możliwe :) Chociaż ten mój schemat rodziny znacznie się oddalił.

      Usuń
    4. Mój się przybliża, ale właściwie tylko czasami.

      Usuń
    5. Mój to może za jakieś 10 lat...

      Usuń
    6. Ale mój też! Tyle, że to i tak blisko. Kiedyś nie chciałam w ogóle.

      Usuń
    7. Ja kiedyż chciałam znacznie wcześniej niż teraz.

      Usuń
    8. Byłaś wtedy w związku...?

      Usuń
    9. Nie. Zmieniły się moje priorytety.

      Usuń
    10. Ja kiedyś czekała aż zmienią się moje. Jestem stara, czas byłby najwyższy, a ja mam jasno ustalone od dawna. Nie mówię, że są złe. Mnie się podoba. Ale myślałam, że to gadanie ludzi "na pewno Ci się zmieni" to jednak prawda. Nie prawda.

      Usuń
    11. Mi się nie wiem czy zmieni czy nie.

      Usuń
    12. Jak będziemy mieć stałych facetów, pewnie spojrzymy na życie nieco inaczej.

      Usuń
  2. Szkoda tylko, że w naszym państwie nie da się łączyć macierzyństwa i pracy, ale... skoro jest tak ambitna, to będzie Ci łatwiej wyjechać poza granice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie życia w Polsce na dłuższą metę. Nigdy nie brałam tego jakoś specjalnie pod uwagę... A połączyć da się wszystko, tylko to jest zależne od bardzo wielu czynników.

      Usuń
    2. Toć, to tak, jak ja. Przeraża mnie wizja mieszkania w Polsce i powoli ciągnę do tego, aby się stąd wyprowadzić. Racja, ale jak się chce, to wszystko można osiągnąć i niektóre czynniki przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

      Usuń
    3. Dokąd? :)
      No właśnie. Jak się chce. Ale mnie się czasem wydaje, że kiedy w życiu kobiety już pojawia się dziecko... to nie tylko kwestia tego, że staje ono na pierwszym miejscu, ale im się już zwyczajnie nie chce.

      Usuń
    4. Najbardziej marzy mi się Norwegia :) Ubóstwiam ten kraj, w szczególności jego krajobraz. Ale język norweski, to jakaś pomyłka - brzmi jak wada wymowy, a nie język, którym człowiek ma się komunikować.

      Trzeba sprawdzić, jak to jest w rzeczywistości.

      Usuń
    5. Szczerze mówiąc to nigdy się w niego nie wsłuchiwałam. Za to wielbię niemiecki, który ponoć brzmi, jakby człowiek się krztusił, ewentualnie zapowiadał właśnie trzecią wojnę światową (nawet, kiedy się uśmiecha).

      Miałaś już okazję zwiedzić Norwegię? :)

      Usuń
    6. Niemiecki to zło! Uczyłam się tego czegoś trzy lata i jedyne słowa, jakie pamiętam, to "lachen" i "kurve" -,- Nie no... jeszcze może coś tam wydukam, ale niewiele.

      Niestety jeszcze nie.

      Usuń
    7. Wiedziałam, że tak zareagujesz ^^. Mnie to nie zniechęca, zawsze byłam dwujęzycznym dzieckiem i to mi trochę w krew weszło. ;)

      Czasem warto poczekać. Kiedy już naprawdę się "stęsknisz" efekt jest niezapomniany.

      Usuń
    8. A czemu to tak dwujęzycznie? ;>

      Jeszcze się okaże, że się nie doczekam, bo wyląduję w piachu ^^

      Usuń
    9. Moja rodzina starała mi się wpajać niemiecki na równi z polskim, kiedy byłam mała. Później to trochę zatraciłam, ale... jest nieźle. ;)

      Nie no, tak źle to może nie będzie, co? Zawsze możesz sobie to zorganizować. Dla chcącego nic trudnego ;D

      Usuń
    10. Czyżby to inicjatywa dziadka, który powtarzał, że "język wroga trzeba znać"? ;D

      Nie zbadane są wyroki opatrzności ;D

      Usuń
  3. Ah, skąd ja to znam? We wrześniu się bronię, od października idę na nowy kierunek studiów, a za rok dodatkowo magisterka. W międzyczasie praca, bo przecież nikt mnie nie będzie utrzymywał.
    A potem... Na fejsbuku znajome ciągle wrzucają zdjęcia ślubów i dzieci. I choć nigdy bym siebie o to nie podejrzewała, coś tam w moim sercu drga. Trochę im zazdroszczę... Jasno wytyczonej ścieżki. Tego, że mają się czego trzymać w życiu. Że na najbliższe lata mają cel i środek życia, kochającego (oby) męża, a ja? A ja umieram z tęsknoty za miastem, tysiąc sześćset kilometrów stąd, gdzie zostawiłam pięknego, wysokiego bruneta... A przez najbliższe trzy lata jak mam się ruszyć z Polski, jak ciągle studiuję? Paranoja.
    Ale wszystko jakoś się ułoży. Na nas też przyjdzie w końcu czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Tu studia, tu praca, a tu fejsbuk, gdzie wszyscy mają rodziny, albo chociaż "drugie połówki".
      A nie możesz zacząć drugiego kierunku te tysiąc sześćset kilometrów stąd...?

      Usuń
  4. Lubię dzieci, kocham mojego małego bratanka i mogę siedzieć z nim godzinami, ale własne? Także mam karierę na pierwszym miejscu, a po za tym do dzieci przydałby się facet, a ciężko z nim, gdy się ludzi nie lubi.
    Przyjdzie czas i na Ciebie, zobaczysz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na niego też przyjdzie czas. Mnie też przyszedł, chociaż ludzi nie lubię i zazwyczaj od nich stronię.

      Usuń
    2. Ale wtedy może już być za późno na dzieci ;D

      Usuń
    3. Oj tam, no może i ja kiedyś spotkam jakąś ofiarę i przy niej zostanę ;p

      Usuń
    4. Jeszcze zaprosisz mnie na ślub ;P (a spróbuj nie ;D)

      Usuń
    5. Noo spooko :D Tylko musisz blog do emerytury prowadzić! xD

      Usuń
    6. Między jednym a drugim spacerem z psem (jedyną rodziną) będę wracać i pisać ;D

      Usuń
    7. Ok. Miłość na emeryturze też może być ciekawa xD

      Usuń
    8. Dziadek mojej mamy wziął ślub po 70 ;D

      Usuń
    9. No widzisz. To może i na mnie jakiś senior będzie czekał :D

      Usuń
    10. Brata bliźniaka, haha.

      Usuń
    11. A jak ich pomylimy? Sami w sobie emeryci nie są zbyt seksowni, a wyobraź sobie dwóch... Bleee! ;D

      Usuń
    12. Ym... jednemu ufarbujemy włosy na czerwono, drugiego na zielono xD

      Usuń
    13. Wiesz co? Lubię koty jednak. Kupię sobie dobry wibrator i jakoś się obejdzie xd

      Usuń
    14. Haha no można i tak to rozegrać ;d

      Usuń
    15. To ja wolę tę opcję ;D

      Usuń
    16. Ale wibrator nie przytula... xD

      Usuń
    17. Dlatego będę miała koty ^^

      Usuń
    18. Zamontuj kotu wibrator XD

      Usuń
  5. W życiu chodzi o wydłużenie istnienia gatunku... Znam jednak pary, które mają za sobą już kilkunastoletni staż małżeństwa, a dzieci jak nie było widać, tak ich nie ma i nie będzie. Czy są szczęśliwi? Chyba nie widziałam szczęśliwszych ludzi w ich wieku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, to zależy od człowieka. Jedyni chcą, inni nie, trzecim się "trafia", chociaż nie chcą, a cieszą się jakby sami byli dziećmi... Niemniej jednak ja czuję, że chcę. Nie teraz, w tej chwili, ale chcę.

      Usuń
  6. Jestem chrzestną, więc jeśli na swoje nie znajdę czasu, to jeszcze mam śliczną dziewczynkę, której mamą też jestem, choć nie biologiczną.
    Oj, gdybym tylko miała kasę, to będę się kształcić i dokształcać chyba resztę życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z powodu braku szansy na własne, czekam na przyjaciółki, gdzie też będę matką, choć nie biologiczną. Ale ona też sobie ubzdurała, że będzie się uczyć, więc jeszcze poczekam. Ewentualnie rodzina Małego J. się powiększy o Małą J. ;)

      Usuń
    2. Może jeszcze Ci się jakiś inny szkrab trafi ;)

      Usuń
    3. Byle nie mój własny na razie ;D

      Usuń
    4. Musisz być ostrożna, to wszystko :)

      Usuń
    5. I taki mam właśnie plan ;)

      Usuń
  7. Moje serce skradła 2 letnia mała Zuzia. To prawda, że dzieci dają wiele radości i zmartwień. Ale mimo wszystko chyba warto zostawić po sobie oprócz majątku coś w postaci żywej istoty, która być może chociaż w pewnym stopni przypominać zawsze będzie o nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto. I ja kiedyś chcę, parkę, Przystojnego A. i Małą A., od początku do końca moich. :) (i poniekąd ich ojca, ale to się wytnie ;P)

      Usuń
    2. Haha Alien jesteś okrutna ;D
      Wiesz. Moja mama Kończy studia, pracuje zajmuje się dziećmi, ma czas dla siebie,dla taty. Jak ją zapytałem skąd ma tyle czasu i taki dobry plan na każdy dzień odpowiedziała : "Kobieta zdeterminowana i ambitna może robić milion rzeczy w jeden dzień pod warunkiem, że to dla niej ma sens". Myślisz, że to prawda ?

      Usuń
    3. Nie komplementuj! ;D
      Oczywiście, że prawda! Mnie się czasem zdarza być w tak szybkim biegu, że zapominam o oddechu. Potrafię tak funkcjonować naprawdę długo. A później przychodzi moment przerwy, dzień na regenerację. Siadam z muzyką, z herbatą, i tak się zastanawiam: boże, skąd we mnie ta determinacja? Gdybym miała w tej chwili kiwnąć palcem... nie ma mowy! A później znów pojawia się coś ważnego, co chciałabym mieć na wczoraj i ruszam, zapominając o zmęczeniu. Wtedy zwyczajnie go nie dostrzegam.
      Tyle, że mimo wszystko wydaje mi się, że z matką, która ma dzieci trochę starsze jest nieco inaczej. W nich podziwiam nie to, że znajdują czas, ale to, że chce im się zaczynać, wracać do nauki.

      Usuń
  8. myślę, że i tak każdą kobietę kiedyś walnie chęć macierzyństwa. prędzej czy później. choć muszę przyznać - ja na przykład nigdy nie chciałam dzieci - że wśród moich znajomych jestem w mniejszości. kiedy idę ze znajomymi i biegnie jakiś bobas dosłownie zapominają o Bożym świecie (uśmiecham się) ja... prawda jest taka, że chyba boję się dzieci. boję się, że zabiorą mi wolność, której trzymam się jak tylko mogę mocno. boję się, że dziecko jest już dowodem na to, że młodość, beztroskie lata dzieciństwa minęły i nie wrócą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja chyba z tego samego powodu nigdy ich nie chciałam, wiesz? Z początku bałam się związku, bo to też oddalanie się od wolności. A później w nim byłam, wolności miałam tyle, ile chciałam, może nawet trochę za dużo. A dziecko... to nie to samo, to swego rodzaju poświęcenie. Siebie, swojego wolnego czasu, swoich "zachcianek". Ale myślę, że nic nie może równać się z uczuciem, kiedy pierwszy raz trzymasz w rękach takiego małego, od początku do końca Twojego brzdąca.

      Usuń
    2. dziecko jest owocem miłości. dobrze, kiedy ta miłość jest szczera, do końca... kiedy pojawia się dziecko nie powinno być mowy o "pomyłkach".
      co do związków... też bałam się związków będących jak klatki z czułości. wielokrotnie doświadczyłam "przyduszenia" miłością. sms'ami co 5 minut, śledzeniem niemalże każdego kroku... uciekałam od takich ludzi jak najdalej, a inni nazywali mnie "zimną i nieczułą". teraz uczę się mówić o tym, czego tak naprawdę chcę. każde z nas jest wolne. dlatego kiedy przychodzi miłość, związek... warto zostawić sobie zapasy tej wolności w sobie. miłość powinna być subtelna, cicha. oczywiście nie mówię o takiej wolności, że wolno mi zdradzać na prawo i lewo z każdym... chyba wiesz, o co mi chodziło (uśmiecham się)

      Usuń
    3. O swobodę i swoje życie, wiem. Ludzie uśmiechają się ironicznie, kiedy mówię, że obok związku chcę mieć "swoje życie", bo przecież ten związek powinien nim być. I jest, ale nie całym i broń mnie boże, żebym kiedykolwiek uczyniła z niego coś na tyle "wielkiego", żebym stała się ślepa na wszystko dookoła. Człowiek, nawet w obliczu miłości, nie powinien zapominać o sobie.

      Usuń
    4. czasem miłość przypomina chorobę.
      zaślepienia i olewaniu dotychczasowych przyjaciół. próbuję więcej nie popełniać tego błędu.

      Usuń
    5. Ja się czasem zastanawiam, jak to będzie, kiedy znajdę kogoś tutaj, na wyciągnięcie ręki... Ale z drugiej strony - ja mam właściwie niewielu znajomych, nie widujemy się codziennie, więc nie bardzo ma się co "popsuć" w momencie, kiedy pojawi się Ten Jedyny (boże, jak to brzmi).

      Usuń
    6. jak ? (uśmiecham się)
      ja jakiś czas temu spieprzyłam wiele przyjaźni przez "wielką i namiętną" miłość. bardzo tego żałuję. ale wyciągnęłam wnioski. tylko przez tych kilka chwil uniesień i zapomnienia straciłam dwie z nich (przyjaźni) na zawsze.

      Usuń
  9. ja nie jestem gotowa na dziecko,wcześniej myślałam,że nawet nie chcę mieć dziecka. ani faceta. myślałam,że to nie dla mnie,że lepiej mi samej,bo czułabym się jak w klatce. a teraz czekam po prostu jak potoczy się życie. może i mnie trafi szał na dzieciaczki. lubię je i teraz,ale nie swoje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ja średnio je lubię. Mieszka koło mnie dziewczynka, czterolatka, która bardzo lubi mojego psa. Kiedy tylko pojawia się w pobliżu (czyli często) - cokolwiek by się działo w moim życiu, momentalnie mam na twarzy szeroki uśmiech, co najważniejsze szczery. Dzieci są magiczne.

      Usuń
    2. są. z tym się zgodzę. pamiętam taką sytuację, która zdarzyła się ze dwa lata temu w święta,mimo to wiem,że tego nie zapomnę. byłam w kościele na mszy i nagle poczułam w kieszeni płaszcza ciepłą rączkę. spojrzałam w dół i mała ubrana na różowo blondyneczka patrzyła na mnie i uśmiechała się, odwzajemniłam uśmiech i odwróciłam się szukając wzrokiem kogoś kto szuka swojej pociechy. mała trzymała się mnie,póki nie podeszła jej mama. poczułam jakby włożyła mi do kieszeni szczyptę tej dziecięcej magii:)

      Usuń
    3. Oo boziiu <3
      Moja koleżanka ma niepełnosprawnego synka. Opiekowałam się nim przez pierwsze 1,5 roku jego życia. Dziś, kiedy wchodzę do nich do domu (mały ma 4 latka) - rzuca mi się na szyję, zupełnie jakbym dalej przychodziła tam codziennie. Wtedy też mam wrażenie, że szczypta jego magii zostaje ze mną, kiedy już wychodzę. A poza tym... przy nim moje życie jest takie błahe.

      Usuń
    4. dla takiego malca najbliżsi są całym światem:) dlatego bycie matką to dla mnie też coś magicznego. ale chciałabym być gotowa na to,aby dać dziecku co najlepsze.żeby było chciane i kochane. a jak patrzę na koleżanki i ich dzieci,które są 'efektem wpadki' to szkoda mi najbardziej tych maluchów. nie prosiły się na świat.

      Usuń
    5. Mnie chyba nigdy nie przestanie przerażać fakt, że te "matki" (czy można tak nazwać każdą kobietę, która urodziła dziecko? moim zdaniem nie) bywają zaskoczone, kiedy okazuje się, że zaszły w ciążę. Przecież od dziecka uczą się, że seks ma swoje konsekwencje...

      Usuń
    6. no ale widzisz,mi się czasem zdaje,że one tego nie rozumieją,że myślą,że im się to nie zdarzy i to ich nie dotknie...

      Usuń
  10. jak patrzę na małe dzieci, ale takie 0-5 lat (potem robią się już denerwujące :P), to mam wielką ochotę sama mieć takie... ale to chyba odzywa się tylko instynkt macierzyński, jak (w prawie) każdej kobiecie, bo tak naprawdę mając teraz dziecko, z mojej kariery zawodowej byłyby nici. najpierw studia! ale wiem, że kiedyś na dziecko znajdę czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to też jest instynkt, tylko dość silny, co mnie zadziwia, z każdym dniem coraz bardziej. Od pewnego czasu gdzie się nie obejrzę wszystko kojarzy mi się z dziećmi. Teraz nawet reklama na yt jest o dziecku ;D

      Usuń
    2. ale w tym nie ma nic dziwnego, to naturalna kolej rzeczy. ja bym się bardziej martwiła jakbyś na przykład nienawidziła dzieci :P

      Usuń
    3. Właściwie fakt. Starzeję się, więc chęć zakładania rodziny rośnie. ;)

      Usuń
    4. dojrzewasz, zaczynasz o tym myśleć, wplatać to w już wcześniej powstałe plany. w życiu na wszystko jest pora :)

      Usuń
    5. Studia, facet, dziecko. Zachowajmy tę kolejność. ;)

      Usuń
    6. ja dwie pierwsze rzeczy łączę, ale dziecko - racja, na końcu :P

      Usuń
  11. Nie wiem czy jeszcze mnie pamiętasz, mam nadzieję, że gdzieś tam może jeszcze kojarzysz. Długa była ma przerwa, ale postanowiłam wrócić.
    Ja znowu odwrotnie zawsze marzyłam, zeby mieć swoją pociechę, a teraz kiedy pilnuję małego trzyletniego kuzyna już przez trzy tygodnie, krew jasna mnie zalewa.
    Teraz widzę jak wiele trzeba mieć cierpliwości i jak silne muszę być matki skoro rodzą, a potem wychowują. Naprawdę, podziwiam. Przez najbliższe dziesięć lat nie chcę dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, pewnie, że pamiętam :)
      I ja przez najbliższe dziesięć też mieć ich zapewne nie będę, bo poza studiami chcę jeszcze znaleźć po nich pracę, mieszkanie, faceta (trudno o dziecko bez niego ;D)...

      Usuń
  12. Myślę, że każda kobieta podświadomie nawet pragnie mieć dziecko.

    Kiedyś nadejdzie czas na Ciebie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Macierzyństwo... zaskoczyłaś mnie tym tematem. Ale skoro Twoje myśli są tak głośne to może kiedyś i z kimć Ci się uda. Życzę Ci tego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wydaje mi się, że kiedy już będzie mąż to nowe pokolenie stworzy się samo, będzie czymś naturalnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewentualnie zarobię na in vitro ;)

      Usuń
  15. Dzieci to sama słodycz i jeszcze więcej... problemów ;) W Polsce bardzo trudno jest połączyć macierzyństwo z pracą, zero wsparcia od państwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego właśnie chcę, żeby ich ojciec był nie tylko dawcą nasienia, ale człowiekiem zasługującym na to, by ktokolwiek mówił do niego "tato". Poza tym, moja rodzicielka tak bardzo czeka na wnuki, że pewnego dnia mi je ukradnie i nie odda, dopóki doszczętnie ich nie rozpieści. A później odda, bo to ja jestem "ta zła". ;)

      Usuń
  16. Ja tez się waham :P nad tym rodzicielstwem. Ja sie bawiła lalkami jako dziecko ale jako starsza marzyłam o miłosci zarenczynach ślubie, ale nigdy nie marzyłam o posiadaniu dzieci. Lubie dzieci, ale obce :P.

    Mój facet by kiedyś chciał a najlepiej 2-3(bo on jest jedynakiem) a ja nie na początku związku mówiłam stanowocze nie (że nie chce mieć dzieci)teraz się troche waha może kiedyś jedno mieć( ale tylko jedno)

    Człowiek chyba jest zmienny i dojrzewa do takiej decyzji albo tak się zakocha , że z tą osobą tego chce...

    Jednak denerwuje się mnie steretyp, że każda kobieta musi urodzić (własnei czytam dobra książe na ten temat)

    Rodzice mojego K. a wszczególności babcie wciąz gadaj kiedy dzidziuś będzie. Raz nie wytrzymałam i powiedziałam że póki nie mam meża nawet nie myśle o posiadaniu dziecka. Poza tym ja narazie nie czuje chęci posiadania dzieci moze jak będe już spełniona zaprgnie (czyli skończe studia, bede mieć dobra prace i męża, troche zwiedze świat)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dzień dzisiejszy ja też lubię obce, swoje nie w tej chwili. Ale kiedyś chcę mieć na nie czas. ;)

      Z własnego doświadczenia Ci powiem, że lepiej mieć w domu dwójkę kłócących się dzieciaków, które kiedyś przyjdą i powiedzą "mamo, dziękuję, że nie jestem na świecie sam/a" niż jedno, które zawsze ze wszystkim zostaje samo.

      Myślę, że zakochanie i dojrzałość idą tu ze sobą w parze. Na "chcę" się nie kończy. Studia, praca, mąż (facet) i zwiedzenie świata (mogę określić to mianem marzenia, prawda?) to takie minimum, które człowiek powinien zrobić zanim dopuści do siebie to "chcę" i zacznie robić coś w kierunku "mam". To też świadczy o dojrzałości.
      Zamotałam, ale mam nadzieję, ze rozumiesz.

      Jaka to książka? :)

      Usuń
    2. Jesteś jedynaczką ? Bo tak najczęściej słysze jak mówią jedynacy...i tylko od nich , że podają taki powód. Sorry ale dla mnie to głupota stwierdzenie zeby dziecko nie czuło się samotne zróbmy mu siostre lub brata...(to jest egoizm jedynaka)

      Dwójka dzieci ciezko jest połączyć z własnymi marzeniami i spełnianiem się nawet finansowo, zawsze któreś z rodziców musi z czego zrezygnowac( prawie zawsze spada to na kobiete)Widzialam to u siebie w rodzine i innyh rodzin gdzie jest co najmniej 2 dzieci.

      ta ksiązka do Dziecioodporna

      p.s odpowiedzialam ci u siebie

      Usuń
    3. Każdy ma jedno życie wiec nie kazdy chce całkowicie skupić się na dzieciach .łatwiej być dobrym rodzicem i w dodatku spełniajacym się mając jedynaka

      Usuń
    4. Nie kazałam Ci w swojej odpowiedzi mieć dwójki dzieci, ani nawet rodzić jednego. Jeśli go nie chcesz - nikt Cię do tego nie zmusi. Nie rozumiem tylko Twojego naskakiwania na mnie, a właśnie w ten sposób odbieram Twój komentarz. Mylę się?

      Ludzie to egoiści z natury. A do tego jesteśmy stworzeniami stadnymi i nikt nie chce być sam. A to, czy w domu jest jedno, dwójka czy piątka dzieci... kiedy ludzie się na nie decydują, podejmują decyzję. Czy rezygnują z marzeń? Pewnie tak, z niektórych. Ale to kwestia priorytetów, miewamy różne. Jeśli ktoś żałuje, że postawił na rodzinę - współczuję. Nie tylko jemu, ale również jego rodzinie.

      Usuń
    5. Żle zrozumiałas jeśli uwazasz że naskakiwałamm na ciebie nie miałam takiego zamiaru wyraziłam tylko to co wiem na ten temat..

      I nie wmawiaj mi czegoś czego tak nie odebrałam, że niby mnie zmuszasz do rodzenia 2dzieci powiedziałam tylko że jedynak łatwiej utrzymać i wychować niż 2 ...i wiekszośc jedynaków nie rozumie tego chca miec wiecej dzieci.

      Teraz czuje się jakbyś to ty na mnie naskakiwała...i w dodatku obraziłas juz nigdy tu nie wejde bo jest mi przkro ja cie nie obraziła ani twojeje rodizny a ty mnie tak

      Usuń
    6. To było hałmskei z twojej storny. Nigdy się tego nie spodziwałam po tobie jednak ludzie potrafią być podli

      Usuń
    7. Poza tym powiedziałaś coś co ja nie uwazam dla mnie zawsze byłą najwazneisjze rodzina mam duży szacunek do niej a to ze może bede chciala w przyszlosci miec tylko jedno dzieck oznacza że nie szanuje rodziny itp. Jak jego matka nie chciała miec 2 dzieci to ja musze chciec bo inczaje jestem podla itp.

      Usuń
    8. Myślisz że to miłe jak wszysyc patrzą na ciebie byś tylko zaraz urodziła itp. I co chwile slyszy jak pytają o dzieci mimo że jeszcze nie jesteś gotowa bo nie skonczyłaś studiów, nie zaczełaś porzadnej pracy tylko dorwyczą ani nie masz męża. Wszystko ma swój czas i swoje etapy. Więc kazdy powinne miec dzieci wtedy kiedy jest na to gotowy i tyle na ile jest wstanie dobrze wychować. Nie mam nic do mamy K. ze chciała jedno(była to jej decyzja, która szanuje) ja też chce mieć prawo decydowanai o sobie ale przkre gdy ktoś cie obraża że jesteś podła i wspólczuje facetowi i jego rodzinie, bo masz dość naciskania i chcesz by wszystk ow swoim czasie było jak ty bedziesz gotowa a nie cała rodzina.

      Usuń
    9. Jak pisałaś wczesniej skonczyć studia miec meża i dobra prace wtedy dopiero można mysleć o dziecku a nie jak jesteś można powiedzieć w prożku... Rozpisałam się strasznie, bo mnie bardzo zabolalo komentrz Twój. I nie mgoe zrozumieć dlaczego właśnie ty mnie tak zatakowałaś tym bardziej, że ja nie miała zamiaru ciebie ataakować

      Usuń
  17. Los różne scenariusze Nam pisze. uważaj, bo jeszcze będzie cała gromadka dzieci ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, bez przesady. Trójka co najwyżej, ale "ostatnie" po 40 ;D

      Usuń
    2. Przybylska powiedziała kiedyś, że chciała, żeby "trzecie dziecko było takim awaryjnym. Żeby pojawiło się w momencie, kiedy dwójka pozostałych dorośnie, kiedy rodzice się sobą znudzą". Może to jakiś syndrom, i mnie o to samo chodzi? Tyle, że ja zawsze chciałam późno, nawet pierwsze.

      Usuń
  18. Chciałabym mieć dzieci. Bardzo. Dwoje, kiedyś tam po studiach z tym nie do końca wymarzonym facetem, który będzie kochał mnie i nasze wspólne dzieło. Chłopca i dziewczynkę. No i pieska i kotka, bo zwierzęta również muszą być. Każda kobieta prędzej lub później chyba chce mieć te dzieciaczki. Ale to tylko moje zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się pod tym w pełni podpisuję. Przychodzi taki moment, że po prostu chciałby się czegoś poza sobą samym, poza facetem. Jakiegoś "owocu miłości", czy coś ;)

      Ale psa i kota nie zniosę ;D

      Usuń
  19. ja niby faceta teraz mam, ale teraz jest za trochę może nie być? nigdy nic nie wiadomo :)
    przeniosłabym się na blogspota, ale bardzo jestem sentymentalna i szkoda mi tego onetu, ale prawdę mówiąc przymierzam się do tego teraz bardziej niż kiedykolwiek.
    Fakt faktem, za kilka dni wyjeżdżam już do końca wakacji, więc możliwe, że po wakacjach się do tego zabiorę. Prawdopodobnie tak będzie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja mam dopiero siedemnaście lat i podobnie jak Ty na razie najważniejsza jest dla mnie nauka i to by osiągnąć pewien sukces zawodowy. O ile dobrze pamiętam nie chciałam mieć dziecka, widzę w tym tyle problemów, między innymi w swoim wyglądzie- nie chciałabym roztyć się po ciąży.
    Wiem jednak, że przyjdzie i taki okres, kiedy będę chciała przytulić swojego własnego maluszka, a nie pociechę koleżanki, której stanę się przybraną ciotką. I wtedy to moje maleństwo będzie naj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roztycie się mnie też przeraża. Zwłaszcza, że mam nie małą obsesję na punkcie wyglądu i kiedy już uda mi się dojść do takiego "idealnego" - dziecko pewnie mi się odwidzi.

      Usuń
    2. Ja właśnie doszłam do takiego wyglądu, bardzo o siebie dbam, jestem chora na punkcie kosmetyków (balsamy do ciała, osobne do twarzy, dłoni, stóp). Macierzyństwo uniemożliwiłoby mi dbanie o siebie.

      Usuń
  21. Bardzo dobrze, że chcesz się uczyć, rozwijać. Podziwiam Cię, bo ja mimo, że jestem młoda to już dawno odpuściłam sobie jakąkolwiek naukę. Wiem, że kiedyś na pewno będę tego żałować, ale wiem też, że ja już nie nadaję się do żadnej szkoły. Za głupia na to jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę, że jesteś za głupia ;)
      Mnie też się tak wydawało. Do końca życia nie zapomnę końca mojej edukacji biologii - przez cały ostatni rok wydawało mi się, że naprawdę niczego się nigdy nie nauczę i zamiast skończyć w końcu tę katorgę, będę się tak męczyć (za przeproszeniem) do usranej śmierci. Ale chcąc nie chcąc wzięłam tę książkę, niemalże płacząc, że muszę kolejny raz to wkuwać, a przecież już trzy razy (albo osiem?) mi się nie udało. A tu nagle "zdałaś, i to najlepiej w klasie". Dawno temu i nieprawda, ale widzisz - nie ma za głupich. Pod warunkiem, że się chce.

      Usuń
  22. Wieżę, że potrafiłabyś znaleść drogę ku spełnieniu swojemu oraz macierzyństwu by pogodzić te ścieżki. I nigdy nie wiesz kiedy trafisz na tego faceta. Może jutro przypadkiem w tramwaju? Może to było wczoraj gdy ukradkiem zerkał na Ciebie. Stoisz na progu dorosłości - to studia właśnie. Jeszcze wiele przed Tobą - jeszcze nie masz 30stki na karku. Do dzieła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Topol, ten tekst był pisany z przymrużeniem oka, wiec nie bierzmy do siebie ani tej 30stki na karku, ani tego dziecka za chwilę, ani nawet samotności przez całe życie. Kupię sobie kota, ewentualnie siedem, spoko.

      Usuń
    2. Myslałem, że zostawisz wcześniejszą Twoją odpowiedź. Szkoda że moj komentarz odczytujesz tylko doslownie. Już teraz też bym Ci o tym pisał? Prosze.....

      Usuń
  23. Pracoholizm jest czymś, co mnie, jako drugiej połówce bardzo doskwiera. Z jednej strońy jest to zaleta. Z drugiej - bliscy muszą być bardzo cierpliwi i wyrozumiali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie z tego sprawę. Mnie się zdarzają takie dni, gdzie najchętniej nie robiłabym nic. I niekiedy owszem - właściwie nie robię. A później przychodzi tydzień, miesiąc, czy pół roku, gdzie nic-nie-robienie w ogóle nie wchodzi w grę. I trudno mnie zatrzymać.

      Usuń
  24. Po prostu. Mi się nie zdaża o tym myśleć zbyt często... a już na pewno nie w tym kierunku galopująte myśli. Może po prostu dlatego, że nie przepadam za dziećmi ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. często dochodzi się do takiego momentu w życiu, kiedy musimy przewartościować pewne rzeczy. tylko nie wiadomo kiedy ten moment nas nawiedzi i czy nie będzie już wtedy za późno na zmiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moje jeszcze z pewnością przyjdzie czas.

      Usuń
  26. A ja najpierw przyczepię się innego tematu w tej notce... Ekonomia?!?! Jestem, od września, w 4 kl. Technikum Ekonomicznego, czekam tylko do kwietnia i zwiewam, aż się za mną będzie kurzyć! :D Rachunkowość cud, miód. Popyty i podaże niezłe. Finanse, gińcie! Co Cię w tym kręci? :>

    Ja ostatnio "zakochałam" się w małym od mojej sąsiadki i kiedy widzę, jak sobie niesfornie jeszcze człapie po podwórku to mi się ciepło jakoś na serduchu robi. :) Ale masz rację, najpierw wykształcenie, praca, odpowiedni mężczyzna, i w końcu dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... nie wiem, wszystko. Rachunkowość, popyty i podaże, finanse ;) Kiedy szłam do liceum stawiałam bardziej na prawo. Ale to się trochę... przekierunkowało. I tak zostało. Na dobrą sprawę dzisiaj nie wiem co mogłabym robić poza ekonomią. Filologia to coś, co chciałabym studiować, ale jedynie do licencjatu, nie widzę dla siebie pracy po tym kierunku ;)
      Czemu Ty rezygnujesz?

      W niektórych nie da się nie zakochać ;)

      Usuń
    2. Nie rezygnuję, spróbuję zdać tego technika w czerwcu, ale później zdecydowanie idę na psychologię :) Chyba, że w ciągu tego roku coś mi jeszcze strzeli do głowy ;)

      Usuń
  27. Na temat rodzicielstwa nie powinnam się wypowiadać, za młoda jestem. Nawet nie chcę. Nie lubię dzieci; z mojego punktu widzenia tylko śmierdzą, gryzą, plują, płaczą i krzyczą. Arrg. Dla mnie kariera jest na pierwszym miejscu, w międzyczasie mogę wyjść za mąż. I tyle, może za trzysta lat jakieś dziecko się zakręci wokół mojej nogi. Ale tak jak mówię - za trzysta lat dopiero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś Ci się to pewnie zmieni. Przychodzi taki moment, że zaczynasz zauważać, że dzieci nie tylko śmierdzą i krzyczą, ale mają w sobie magię, którą potrafią zarazić dorosłego. Chyba każdą kobieta tego doświadcza. Może nie wszystkie na tyle intensywnie, żeby decydować się na potomstwo, ale i tak :)

      Usuń
    2. Pewnie masz rację. Na razie jest zdecydowanie za wcześnie, a kariera też na mnie czeka. Życie jest dość długie, na wszystko można w nim znaleźć czas. :)

      Usuń
  28. Kilka moich koleżanek ma już dzieci. Niektóre planują ślub, a niektóre w wieku 19nastu lat go wzięły. Dla mnie to całkowita abstrakcja. Uważam, że jestem za młoda na dziecko i nie dojrzałam chyba jeszcze do tego. Ale myślę, że kiedyś nastąpi taki moment, że będę chciała mieć dziecko. Śliczną Magdalenę albo ślicznego Franusia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo Magdalenkę i Franusia naraz. Pewnie tak :)

      Usuń
  29. Dziecko to odpowiedzialność, ale też wydarzenie, które zmienia nasze życia. Jedni wiedzą już od dawna, że tego chcą, a niektórym przychodzi to później. Jestem za młoda by oceniać, czy w przyszłości chcę mieć dziecko czy nie, bo to przyszłość. A przyszłość jest nieodgadnięta.
    www.przekartkowane.blogspot.com zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nieodgadnięta, ale każdy człowiek podświadomie ją planuje, choć zdaje sobie sprawę z tego, że do końca zaplanować się jej nie da. Od tego są przecież marzenia. :)

      Usuń
  30. Zadam ci pytanie: z jakiego życia byłabyś najbardziej zadowolona? Kiedy czułabyś się spełniona? Najważniejsze w życiu to poczucie spełnienia, a każdy widzi je w czymś innym. Dla jednych to rodzina z gromadką dzieci, dla innych dobre wykształcenie i świetna praca... przykładów jest wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli dzieci wykluczają pracę - zdecydowanie z pracy. Ale ja wierzę, że kobieta która chce - jest w stanie wszystko pogodzić. Przy odrobinie wsparcia ze strony swojego faceta. A z takim, z którego strony wsparcia oczekiwać nie można, nie warto się wiązać.

      Usuń
  31. Cześć pani ekonomistko, witam w klubie. Jak na razie to nie przepadam za dziećmi, nie lubię zajmować się kuzynami w wieku 2-8 lat, bo doprowadzają mnie do białej gorączki. Mam, na nieszczęście, tylko jedną siostrzenicę, bo akurat ona jest słodka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś się zastanowię, dlatego blogi piszą w większości dziennikarze, ekonomiści i filolodzy. Bo o ile pierwsze i trzecie rozumiem, tak z ekonomią ciężko ^^

      Ja lubię, od czasu do czasu, ale co za dużo to niezdrowo. U mnie w rodzinie jest jedno małe dziecko, właśnie Mały M., którego ubóstwiam, bo inaczej się nie da. Ale z innymi dziećmi bywa jednak różnie.

      Usuń
    2. Hmm, jeśli dopowiem, że w liceum byłam w klasie humanistycznej, to może trochę się to rozjaśni, aczkolwiek też chyba nie do końca ;)

      A może to tylko ja mam takich rozwydrzonych kuzynów, którzy wszystko muszą mieć? Jeśli nie ma komputera, bajek w telewizji albo gierek w telefonie to jest jeden wielki burdel w domu... No nie wiem. Ale na pewno takie jednostki zniechęcają do wszystkiego, bo później do każdego kolejnego malucha podchodzisz z dystansem.

      Usuń
  32. Dzieci to najpiekniejszy dar, ponoc nic nie zbliza ludzi tak bardzo jak dziecko. I nic tak nie oddala.

    OdpowiedzUsuń