7 lipca 2020

Miejsca, w których jest jak w domu.

Ta cisza sprzed trzech miesięcy wciąż jest, choć próbuję się na niej nie skupiać. Niedziele wciąż wieją pustką, kiedy naszego programu nie oglądam już nawet w samotności. Wydaje mi się, że to jest zupełnie nieważne. Zamiast wspólnej kawy i opowieści sprzed lat są planszówki i rozmowy o teraźniejszości, przyszłości... Pamiętam, ohana to znaczy rodzina.

Rok temu nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, że zapamiętam jakąś datę, że pewne oczy, pewne dłonie, że tysiące rozmów później uświadomimy sobie, że na najbliższe lata, do późnej starości, ze wszystkimi za, wszystkimi przeciw, z całym dobrodziejstwem inwentarza, każdą wadą... że to będzie znaczyć coś więcej. Rok temu jeszcze nie myślałam o wrzosach. Rok temu wieczorna cisza miała inny smak. Głowa na poduszce układała się trochę swobodniej, a oddech stęskniony był w zupełnie inny sposób. Czytam dziś: "Niby nic się między nimi nie wydarzyło, ale było między nimi wszystko" i myślę sobie, że czasem to "nic" właśnie tyle znaczy, ni mniej ni więcej niż wszystko. Nie napiszę, że dziś moje wszystko ma głęboko niebieskie tęczówki, bo na moje wszystko składa się tysiąc spraw, rzeczy, emocji, celów, planów, marzeń, wspomnień i przeszłości, od których nie chcę się odciąć, nie chcę zapomnieć, nie chcę zastąpić. Część z nich chcę po prostu podzielić, na dwa. Bo są przecież rzeczy, które się mnożą, kiedy się je dzieli. Choć ktoś dokładny wytknąłby mi, że to nie są rzeczy. Odbijam i uciekam od pewnych określeń i nie lubię, kiedy ktoś, co jakiś czas, wciska mi coś, pod czym sama nie chcę się podpisać. Ale kilka miesięcy temu, w jednej z rozmów przy winie, kiedy wzrok spoczął w niewidocznym i bliżej nieokreślonym punkcie za oknem, kiedy światła na skrzyżowaniu już zgasły... powiedziałam, że ja już od dawna nie czuję, żebym była sama. I chyba o to chodzi, nie sądzisz? Rozmawiamy o życiu. O remoncie starego domu, o zakupie działki, o dzieleniu włosa na czworo i mnożeniu ambicji razy dwa, o istocie małżeństwa, o rodzinie, o pokojach dla dzieci w domu, który wcale nie musi być rodzinną spuścizną. I o tym, że dom coś więcej niż ściany, setki tysięcy włożone w ich stawianie. 

Nie chcę się określać, choć łapię się na tym, że chciałabym, żebyś Ty to zrobił. Ale to nie ma większego znaczenia. Wróciły do mnie setki wspomnień, pierwszy raz od lat łzy spłynęły po policzkach, kiedy w głośnikach wybrzmiała muzyka. Nie przyszłam tu w tym roku ósmego marca, bo świat zatrzymał się dzień przed nim. Ani piątego maja, kiedy minęło dwanaście lat w tym miejscu. Choć przy tej drugiej dacie chciałam. Układałam w głowie słowa, które nie wybrzmiały. Takich słów są we mnie tysiące. Wróciłam do ołówka, do kartek papieru, które rozłożone po domu powoli układają się w całość, zupełnie tak, jak długie lata wcześniej, dziś zamknięte w szufladzie, na stu osiemdziesięciu stronach, które chciałabym zrzucić z barków, bo czasem mi ciążą. 

Brakuje mi tego miejsca, choć zupełnie nie wpisuje się w dzisiejszą jego definicję. Tęsknię za blogami wyrażającymi emocje i ludźmi, którzy mieli do powiedzenia coś więcej. Tym bardziej doceniam czas, który nie zniszczył miejsc, w które wciąż zaglądam, choć znacznie częściej w ciszy. Jesteście tu jeszcze? Nieprzerwanie twierdzę, że nie tworzymy tych miejsc sami.

12 komentarzy :

  1. Przychodzisz tu, kiedy chcesz i potrzebujesz. To piękne, bo myśli są zawsze takie Twoje, niewymuszone, prawdziwe.
    Napisałaś, że od dawna już nie czujesz się, jakbyś była sama. Bardzo się cieszę, ponieważ to musi być jedno z najpiękniejszych uczuć, kojące. Jako człowiek samotny od lat (w wielu aspektach) wiem, że też chciałabym się tak poczuć. Życzę Ci, by to trwało.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie chce narzekać... Z jednej strony się z Tobą zgadzam, czuć pewne ciepło, choćby wokół było bardzo zimno, ale z drugiej... są takie momenty, kiedy czując to ciepło w środku, chciałabyś poczuć je namacalnie, złapać za rękę, oprzeć zmęczoną głowę na ramieniu i po prostu nic nie mówić... a nie możesz. Emocje łączą, zachowania dzielą. I z jednej strony jest ciepło i kojąco, a z drugiej pusto i wieje chłodem. Czasem sobie myślę, że tak musi być i tyle. Nie wiem czy tak jest łatwiej, ale jest "swojsko", niby osobno a razem, niby razem a jednak osobno.

      Usuń
    2. Dobrze rozumiem, co chcesz powiedzieć... moja sytuacja jest jeszcze mniej namacalna. Może właśnie dlatego poczułam z Tobą teraz dużą bliskość? Mnie nie musisz tego tłumaczyć, ja nie muszę Tobie, a jednak to wyczuwamy.

      Usuń
    3. Z jednej strony naprawdę chcę wierzyć, że przyjdzie dzień tej namacalności... z drugiej staram się na tym w ogóle nie skupiać.
      Wiem. Doceniam, naprawdę.

      Usuń
    4. Wiesz, że życzę Ci jak najlepiej. Jeżeli pod tym miałaby się kryć ta namacalność, niech tak będzie, jeśli nie - dużo pozytywów z tego, co jest :)

      Usuń
    5. Sama tego nie wiem, życie toczy się dalej i tyle. Kawa, książka, rozmowa gdzieś w tle, perspektywa wspólnego popołudnia... Niech tak będzie. :)

      Usuń
  2. Myślę że piszemy dla siebie i ze swoich emocji i to jest piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dlatego wracamy i mimo upływu czasu wciąż czujemy się jak w domu...

      Usuń
  3. Ja jestem i bardzo się cieszę również, gdy "widzę stare twarze" :) Rozczuliłaś mnie tym "niby nic się między nimi nie wydarzyło, a tak naprawdę było między nimi wszystko". Ja Cię, to zdanie wyjęte z mojego życia. :) Zrobiłam się bardzo sentymentalna na starość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Kiedyś mi się wydawało, że sentymentów mam w życiu aż za dużo, a teraz patrząc wstecz myślę, że niemal wcale ich nie było. Strach pomyśleć co będzie dalej.

      Usuń
  4. Takie blogi wciąż istnieją. I istnieć będą, póki tylko istnieć będą ludzie, którzy nie zamierzają pisać pod trendy w blogosferze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny post, miło się czytało :)

    veronicalucy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń