8 grudnia 2012

Coraz bliżej święta...

Pamiętasz, jak kiedyś, przy jednej z wielu naszych rozmów o muzyce powiedziałam Ci, że najpiękniejszym dźwiękiem nie jest muzyka, tylko błoga cisza? Ta przerywana tylko jednym oddechem, tylko jednym odgłosem kroków na panelach i wciąganym od czasu do czasu dymem w płuca. Lubię dźwięk spalającego się papierosa. Lubię zapach dymu wymieszany z aromatem waniliowych świec. Lubię, kiedy ta świeca się wypala. Lubię przymykać powieki wpatrując się w sufit i (nie) myśleć o wszystkim. Lubię wspominać i wyobrażać sobie pewne sytuacje. I nie lubię, kiedy ktoś mi mówi, że te marzenia nigdy się nie spełnią. Nie wymagam przecież, by ktokolwiek w to wierzył - mnie wystarcza moja wiara. I jakoś dobrze mi się z nią funkcjonuje... Lubię oglądać grudzień na zdjęciach. Lubię, kiedy marzną mi dłonie, kiedy stojąc na przystanku przestępuję z nogi na nogę, nucąc po cichu jedną z wielu zasłyszanych gdzieś w sklepie świątecznych piosenek. Lubię kolorowe światełka na wystawach i manekiny w czapkach Mikołajów. Lubię aniołki chodzące po galerii, które namawiają do kupowania opłatków. I te, które sprzedają świece, z których dochód idzie na Dom Małego Dziecka. Zauważyłeś, że mam w domu strasznie dużo świec, prawda?
Z roku na rok coraz bardziej próbuję zapomnieć, dlaczego każdy grudzień kończy się porażką. I kiedy już wydaje mi się, że się udało, że umiem tak po prostu ubierać choinkę, kupować prezenty, śpiewać kolędy i cieszyć się na święta - zawsze jest taki dzień, który wszystko psuje. Zawsze jest człowiek, który mi o wszystkim przypomina. I wbrew pozorom czasem bez względu na to, ile razy coś się powtarza - nie da się tak po prostu do tego przyzwyczaić...
Miałeś rację mówiąc, że lubię ciszę dlatego, że tak rzadko ją słyszę. Że ten syk towarzyszący spalającym się fajkom kojarzy mi się ze spokojem, bo często próbuję odnaleźć go w małych, na pozór nieistotnych rzeczach, na które ludzie nie zwracają uwagi. Znowu jest grudzień. Za oknem znów jest pełno śniegu, który skrzypi pod butami przy każdym spacerze. W moich głośnikach znów jest muzyka, której dawno nie słuchałam. Na policzkach znowu mam zacieki, a w głowie natłok myśli. Coraz bliżej święta... Ironio. 

65 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba udawać, że się słucha a tak naprawdę to trzeba olać to ich gadanie.

      Usuń
    2. Zwykłe skrzeczenie nie trudno olać, ale czasem chodzi jednak o coś więcej niż zwykłe słowa.

      Usuń
  2. A ja nie lubię ciszy, dlatego ją rzadko słyszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją lubię pod warunkiem, że jest głośna, że niczego z oddali nie słychać. Co jest nieco dziwne zważywszy na to, że uwielbiam wielkie miasta ;)

      Usuń
    2. takie małe sprzeczności tkwią w nas ;)

      Usuń
    3. Dobrze mi się z nimi żyje ;)

      Usuń
  3. Cisza jest niefajna, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. 22 grudnia wiele lat temu zmarł mój Tato. Pogrzeb był w Wigilię. Też mam niefajne wspomnienia...

      Usuń
    2. Takie wspomnienia mam związane z Wielkanocą, choć to nie był ojciec...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Kiedyś to zmienię. Na "moim" będzie inaczej.

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc to... już nie mogę się doczekać tego "mojego". ;)

      Usuń
  6. Nie wiem dlaczego pomyślałam, że jeżeli ktoś nie miał dzieciństwa, to dziecko będzie się w nim odzywało każdego grudnia. Bo ten miesiąc nieszczęścia jakby swoim szczęściem rozpalał. Właśnie tak pomyślałam, chociaż może nie powinnam się tym dzielić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też już o tym myślałam? Dlatego co roku chcę w ten grudzień wierzyć. Szukam tych małych szczęść na ulicy, w sklepach, w ludziach..

      Usuń
    2. Też tak robię. Nie po to, żeby przygnębić się tym, że sama tego nie mam i nie miałam, ale żeby liczyć, że te małe szczęście tego roku przyjdzie do mnie. To jakiś sposób na zagłuszanie tego co było i tego, czego nie było.

      Usuń
  7. Ale w tym roku grudzień nie musi być taki jak zawsze. Postaraj się, aby był wyjątkowy, przecież możesz go takim uczynić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tu chodziło tylko i wyłącznie o mnie - pewnie. Ale niektóre rzeczy psują się "odgórnie".

      Usuń
    2. Chodzi o kogoś? O mężczyznę?

      Usuń
    3. O "ojca", od którego chcąc nie chcąc jeszcze w tym roku nie mogłam się odciąć.

      Usuń
    4. Może jest jaki jest, ale zawsze ojciec.

      Usuń
    5. Dla mnie to tylko trzecia osoba w domu, która czasem je z nami obiad. Rzadko.

      Usuń
    6. Nie spełnia swej roli, szkoda.

      Usuń
    7. Nigdy nie spełniał. Jest trochę jak mebel. Postanowiony na środku wąskiego przedpokoju. Denerwuje, nawet kiedy starasz się go omijać.

      Usuń
    8. Dziwne stosunki tam u Was panują.

      Usuń
    9. Pomiędzy mną a nim tak naprawdę nie ma stosunków. Żadnych. Kłótnie jedynie, czasami.

      Usuń
  8. Ja akurat wiąże nadzieję z tym grudniem, mimo że na święta przyjedzie babcia, która kocha rządzić się w naszym domu i wprawiać wszystko w chaos wraz ze swoją stukniętą kotką.
    Myślę, że jakieś przeszkody zawsze są i nie tylko w grudniu, ale ludzie już się uparli, że to niefortunny miesiąc no i mają potem takie a nie inne święta, takie a nie inne wspomnienia.
    Nie warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że ludzie wiążą nadzieje spokoju ze świętami, bo ktoś nam kiedyś nawciskał, że to okres dla rodziny i powinno być miło. A nie zawsze tak jest, i to nie ma nic wspólnego z naszym nastawieniem.

      Usuń
    2. Moja mama ma nadzieję na spokój bez tego całego stresu związanego z obowiązkami pani domu. Szczerze to już nawet chcieliśmy praktycznie tych świąt nie obchodzić, jedynie odpocząć od stresu, nabrać sił. Już jedną Wielkanoc tak spędziliśmy.

      Usuń
    3. Mnie się marzą takie święta z pizzą i czerwonym winem. Takie spokojne, od początku do końca moje. Kiedyś obiecałam sobie z przyjaciółką, że jedne takie spędzimy. Z tysiącem filmów. Bez rodziny, telefonów, internetu, opłatka i nieszczerych życzeń. Same.

      Usuń
    4. Gdybym tylko miała przy sobie przyjaciółkę, z pewnością taki plan wcieliłabym w życie.
      U mnie akurat w przypadku życzeń nie ma sztucznosci. W domu, w tym najbliższym gronie, oczywiście. Co innego w przypadku składania życzeń biologicznemu ojcu lub o zgrozo na klasowej wigilii.

      Usuń
    5. Ja pewnie też, gdyby nie fakt, że dzieli nas czterysta kilometrów i multum codziennych spraw.
      U mnie jest jej pełno, całe święta są sztuczne. Dlatego nienawidzę dzielenia się opłatkiem.

      Usuń
    6. Kilometry to nie jest najgorsza forma rozdzielenia, uwierz. Aczkolwiek dokuczają, to fakt.
      Ja to udawać to może będę właśnie przy babci, no ale nie powiem mamie, by nie zapraszala swojej matki na święta...

      Usuń
    7. Wiem, że nie jest. Ale tu nie o kilometry chodzi, tylko o to, że fizyczna odległość nie pozwala na zapobieganiu oddalania się dusz. (czy jakkolwiek mam to nazwać, wiesz o co mi chodzi)
      Masz rację, nie da rady... U mnie w święta wszyscy będą udawać, że okresu przedświątecznego nie było, że nikt się nie kłócił, nie wrzeszczał, nie miał ochoty spakować walizki i kupić biletu w jedną stronę.

      Usuń
  9. Sinusoida. Święta to naprawdę dziwny czas - pełen sprzeczności i natłoku myśli. U mnie też.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też lubię oglądać grudzień na zdjęciach. W praktyce, za oknem zima nie zawsze jest taka kolorowa. Ja się cieszę z tych świąt, chociaż tamte sprawiły mi wiele przykrości.
    Ale ... Kim jest TA osoba, co wszystko psuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje sprawiają mi przykrość zanim przyjdą. Te dwa, trzy tygodnie przed świętami to katorga. Człowiek jednak chciałby wierzyć, że to okres spokoju, ale u mnie w "domu" nigdy nim nie był. Naiwnie wierzę w Boże Narodzenie co roku, albo raczej chcę wierzyć, ale to jest jedynie tląca się gdzieś w środku iskierka. Zawsze gaśnie w połowie. "Ojciec" zawsze ją gasi.

      Usuń
    2. Często też tak mam. I zawsze powtarzam sobie, że muszę być silna. Ale wiesz, z tego co się domyślam, jesteś starsza i masz inaczej. Ja wierzę w prawdziwą Wielkanoc. Boże Narodzenie miewam, nawet częściej niż Sylwestra, ale Wielkanoc miałam raz. Wiem co czujesz.
      Dlaczego? I jak?

      Usuń
    3. Jestem silna, staram się. Ale to nie znaczy, że kolejne rozczarowania mnie nie dosięgają. Chciałabym po prostu spokoju, zamiast ciągłych awantur, krzyków i podnoszenia rąk na siebie nawzajem. Do tego nie da się przyzwyczaić, siłą rzeczy. Wiek tu niczego nie zmienia... Zmienić się coś może w momencie, kiedy w pełni sama zacznę stawiać warunki, w swoim mieszkaniu, z dala od "domu".
      Dlaczego tylko raz?

      Usuń
    4. Cóż, nie przeczę, że rozczarowania dosięgają wszystkich. I nie ma czegoś takiego jak rutyna, nie ma przyzwyczajenia się do ... tego co opisałaś. Może i się nie znam, ale mam Pseudo, ona wie najlepiej o tego typu sprawach. Wiek? Można ująć, że ma. Bo pięcioletnie dziecko by płakało i nie wiedziało co robić. Ktoś już starszy reaguje, nierzadko krzykiem.
      Z całego serca Ci życzę, żeby udało Ci się znaleźć spokój w swoim domu.
      Raz ... Ponieważ o ile święta Bożego Narodzenia spędzamy sami z dziadkami, o tyle na Wielkanoc zbierają się wszyscy. A cóż, rodzinę mamy dużą i ... kłótliwą.

      Usuń
  11. Mam nadzieję, że kiedyś spędzisz święta po swojemu. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że już następne będą całkiem "moje"...

      Usuń
  12. Też nie potrafię poczuć magii świąt, bo zawsze jest słodko, lepko, a potem nabrzmiały balon pęka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie słodko i lepko jest dopiero w Wigilię. Wtedy wszyscy udają, że jesteśmy idealną rodziną. A mnie skręca, i dosłownie - za przeproszeniem - kurwicy dostaję.

      Usuń
  13. noo ja tez lubie cisze slyszec swoje mysli....
    hmm tez jakos wyjatkowo ten grudzien ciezko znosze ale mzoe bedzie lepiej w koncu... przecez ida swieta ...

    OdpowiedzUsuń
  14. widok grudnia lubię tylko z perspektywy mojego pokoju. patrzeć na wszystko zza okna. w cieple i kubkiem kakao w dłoni.

    cisza... to w ciszy można tak naprawdę poznać samego siebie, drugiego człowieka... jeśli nie krępuje Cię przy kimś milczeć, to dowód na to, że spotkało się wyjątkową osobę.

    OdpowiedzUsuń
  15. post postrama sie wieczorkiem przeczytać :)

    hm... fakt, za bardzo. ciekawe dlaczego? nei mogą po prostu zostawic tak tego?

    OdpowiedzUsuń
  16. "Papierosy jak hostie całuje się ustami"...
    Ja nie lubię ciszy, dla mnie cisza jest ciszą przed burzą.
    Czytając Twój wpis, miałam wrażenie, jakbyś kogoś straciła. Wypływała z niego niesamowita gorycz i jakieś takie... zamknięcie się w sobie, w swoich czterech ścianach i patrzenie na świat w swój własny, trochę zgorzkniały sposób. Taki sposób, który już nie wymaga beztroskiego życia, a skupia się na sobie i swoich dziwactwach. Skąd tyle świec, skąd tyle świec...?
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostatnio też zdecydowanie stawiam na ciszę, która jest przerywana mruczeniem mojego małego kotka. A pierdolić te święta i ten grudzień.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie lubię zimy, nie lubię świąt. Wolę wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja nie lubię ciszy. Cisza przypomina mi o przeszłości. A ja staram się o niej nie myśleć, nie wracać. Lubię jak jest głośno, maksymalnie dudnią głośniki, jak ludzie głośno się śmieją. Wtedy i ja się też uśmiechnę. Może kiedyś przyjdzie moment na zharmonizowanie się z ciszą... Chciałabym.

    OdpowiedzUsuń
  20. Święta da się znieść, choć ostatnie dwa lata u mnie były beznadziejne. Matka zaciągnęła mnie i brata do swojego faceta i jego dzieciaków, w dodatku na noc. Jakkolwiek by to brzmiało, cieszę się że już z nim nie jest, bo w tym roku święta będą znów jedną wielką irytacją, ale tylko pomiędzy rodziną..

    Trzeba wyjść gdzieś na Sylwestra i pocieszyć się tuż przed nowym rokiem

    OdpowiedzUsuń