5 maja 2013

My heart goes nana, część piąta.


Słuchając tych dźwięków czuję się tak, jakbym właśnie cofnęła się w czasie. Nagle znika to, czym dziś się otaczam i znów, przez chwilę, jestem tą trochę młodszą, trochę mniej doświadczoną nastolatką z roku 2008. Bardzo powoli, z pewną dozą ostrożności zaczynam tonąć w słowach, poznając tajniki wirtualnego świata. Aż wreszcie tonę całkowicie. W słowach, w dźwiękach, w życzliwych uśmiechach i obecności całkiem nowych ludzi. Patrząc z perspektywy czasu, ten rok 2008 jest w moim życiu tym bardziej przełomowym. Z jednej strony wiele straciłam, z drugiej - wiele zyskałam, choć nie do końca potrafiłam to wtedy docenić. Niemniej jednak to, co narodziło się wtedy w mniejszym lub większym stopniu wbiło się w moją codzienność do tego stopnia, że jest jej częścią do dzisiaj. Kieliszki w dłonie, zaśpiewajmy dumne Sto lat. Gdyby te siedem lat temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem, ktoś powiedział mi, że pewnego dnia znajdę miejsce, w którym osiedlę się na stałe, w którym nie tylko zacznę uzewnętrzniać, ale i poznawać siebie na nowo, razem z ludźmi, których choć nigdy nie widziałam, mogłabym nazwać tymi, którzy znają mnie chyba najlepiej - pokręciłabym głową z sarkastycznym uśmiechem. A dziś? Wciąż tutaj jestem. Od dokładnie pięciu lat. Przeszłam przez kilka adresów, wyemigrowałam z Onetu, ale zamiast obchodzić blogspotowe urodziny w kwietniu - za datę początku Ostatniej Melodii wciąż uznaję 5 maja. Dziękuję Wam za czas, który mi poświęcacie, choć wiem, że czasem naprawdę bredzę. Dziękuję za obecność, bo dziś już nie tworzę tego miejsca sama - Wy również jesteście jego częścią. I choć mam przed sobą ciężki rok - egoistycznie samej sobie życzę, byśmy w 2014 znów się tutaj spotkali. :)

14 komentarzy :

  1. aż z ciekawości puściłam to co wrzuciłaś i dostałam zawału (nie dlatego, ze to nie mój rodzaj muzyki - nic do tego nie mam, wpadło w ucho mam to teraz w głowie - ale dlatego, że zapomniałam całkowicie, ze moje głośniki są na fula, gdy słucham muzyki i nawet nie zzauważam tego. W tym przypadku było inaczej). też nie obchodzę, jak to ujęłaś "blogspotowe urodziny", bo dla mnie zawsze tą magiczną datą pozostanie 24 sierpnia. długo wytrzymałaś - gratuluję i oby było jak najdłużej. Ty przynajmniej jak bredzisz to fajnie, w przypadku innych osób, z którymi miałam styczność to ich bredzenie jest niefajne (takie jak moje XDD). Gratuluje! :*

    dokładnie tak. nie powinno się zmieniać dla kogoś. to głupstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale wpada w ucho, naprawdę - mam ja teraz w głwoie.
      źle patrzysz kochana!
      nie ma za co!

      zastanawia mnie to,d laczego ludzie starają sie kogoś zmienić. sami padli czyjąś ofarią, czy może tak o - dla zabawy.

      Usuń
  2. Kurczę, teraz wszyscy obchodzą swoje blogowe urodziny. Wysyp blogów rok temu był... jak Onet upadał. Historyczna data ;D Gratuluję wytrwania w sieci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypijmy za to czym się już z nami podzieliłaś i za zupełnie nowe blogowe odsłony... Sto lat!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeeej, tak długo. To oby jeszcze było parędziesiąt lat. Dziwnie by było trochę, to samo miejsce od, np. 40 lat! Kosmos! :) Pięknie, pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dość długi masz staż Alien ;)
    Mam nadzieję, że będzie on kilkakrotnie dłuższy, a Twoje posty nadal nakłaniały do długich refleksji ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Czas zapierdala. Bądź z nami długo, jak najdłużej Alien:)

    OdpowiedzUsuń
  7. to ja zrobię tort ze świeczkami bardzo chętnie:D ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowicie wiele słow przez pięć lat. Ale ale... życzę kolejnych słówek i tego własnego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Taka rocznica to rzeczywiście dużo - brawo ;D
    Ja w sumie też świętuję rocznicę licząc razem z onetowskim blogiem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja swoje blogowe urodziny miałam miesiąc temu i kurczeeeee przegapiłam :) Ale wszystkiego-blogowego-najlepszego ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Będę pisać z Warty, jak pozwolą mi mieć kompa.

      Usuń