14 sierpnia 2013

Powroty.

Lubię długą jazdę pociągami. Pisanie. Nie tylko esemesów. Bezwiedne wpatrywanie się w szybę, za którą wciąż zmieniają się obrazy, choć wydaje się, że wszystko jest takie samo. Wydaje się, nie jest. Jedna stacja, druga... I tak mija pół Polski. Później chwila przerwy, kilkanaście minut na dworcu. Polubiłam go już. Może kiedyś będę przejeżdżać tamtędy udając się w zupełnie innym kierunku, ale i tak przypomnę sobie te wycieczki. I lubię tę stację ostateczną. Ten lekki tłum oczekujących nie tyle na pociąg, co na wysiadających z niego bliskich. Swój uśmiech na twarzy, kiedy widzę Ciebie, Twój, kiedy mnie dostrzegasz. Nauczyłam się, że jesteśmy daleko od siebie i wcale nie czuję się gorzej, kiedy wyjeżdżam, bo wiem, że mentalnie jesteśmy przy sobie. W tych całkiem Twoich trzydziestu trzech metrach, bo ja je poznałam, a Ty mnie nie odwiedzasz. Po niedzieli polubiłam już nawet seanse MasterChefa, choć wspomnienie tych przepiórek nadal sprawia, że jest mi niedobrze. Ale lubię mieć Cię blisko, nawet jeśli nic nie robimy. Lubię atmosferę, jaka tam panuje. Z dala od domu wszystko jest łatwiejsze. Chociaż nie mówię, że tutaj jest mi źle, bo nie jest. Jest po prostu inaczej. Tam mam więcej spokoju. Emocjonalnego. Poza tym... w nas wpisane jest bycie osobno, ale od czasu do czasu lubię widzieć Twój uśmiech na twarzy. A teraz on z niej nie znika, nawet jeśli udajesz, że jesteś obrażona, albo naprawdę lekko się złościsz. Przez te Wasze dziesięć wspólnych miesięcy wyobrażałam sobie wszystko to, co o nim opowiadałaś. Możesz nazywać go dzieciakiem, pajacem, czy jak tam na niego mówisz, ale teraz jeszcze bardziej widzę, że jesteś z nim szczęśliwa. Jesteś przy nim inna. Naprawdę się z tego cieszę, bo na to zasługujesz. Chociaż jesteście zabawni, trochę dziecinni. Ale to jest piękne, na swój wyjątkowy sposób.
Z drugiej strony lubię też ten moment, kiedy wysiadam z pociągu na tym swoim dworcu i zostaje mi już tylko dziesięć minut do momentu, kiedy przekroczę próg własnego mieszkania. Lubię swoje osiedle, lubię swoje cztery ściany. No i moje łóżko jest zdecydowanie wygodniejsze.
Nie do końca wiem, gdzie jest moje miejsce, ale... powroty są miłe, kiedy ktoś Cię chce. Zarówno te do domu, jak i te do ludzi, których mimo braku pokrewieństwa nazywamy rodziną. Coś w tym jest, że miejsca tworzą ludzie. 


/ dzień dobry, wróciłam.
 nie będę kłamać, trochę się stęskniłam :)
+ ask? 

109 komentarzy :

  1. To prawda, że miejsca tworzą ludzie. Sama wielokrotnie się o tym przekonałam, bo Kraków bez tych ludzi, których poznałam byłby...zwykły? chyba to jest dobre określenie.

    Brakuje mi tego, o czym pisałaś. Ja mam Najważniejszą Kobietę w moim życiu zaledwie 28 minut autobusem, a nie widuję jej od dawna, bo...się boję odrzucenia. A kiedy przechodzę obok jej bloku i dostrzegam auto zaparkowane, jak zwykle nierówno, to mimowolnie się uśmiecham i czuję Jej obecność w sercu.

    Też się stęskniłam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że tamto miejsce dla mnie mimo wszystko i tak byłoby wyjątkowe, bo jest piękne, ale... gdyby nie ona, pewnie bym go nawet nie poznała.

      Ja do tej najważniejszej, tej z postu, mam 316 km. Drugą ważną mam trzy minuty spacerkiem od bloku i wiesz... im bliżej tym dalej, naprawdę.
      (pozwól, że o Twojej Niej będę pisać u Ciebie, bo tam zaczęłam :)

      Usuń
    2. Ja nigdy nie potrafiłam mieć dwóch ważnych kobiet. Zawsze była tylko jedna. Ona. No i mnóstwo przyjaciół - facetów. Uwielbiałam kręcić się wokół chłopaków, a dziewczyny spychałam na bok. Teraz trochę żałuję.

      Usuń
    3. Na ogół ja też tak nie potrafię, ale dzisiaj to jest tak, że ta jedna, najważniejsza, jest bardzo daleko, a ta druga jest ogromną częścią mojego życia, bo znam ją od urodzenia. Tyle, że tylko jedną z nich nazywam przyjaciółką i tylko jednej mówię o tym, co się we mnie dzieje, co mnie naprawdę dotyka.
      Ja w pewnym momencie w ogóle zaczęłam spychać ludzi. Teraz też trochę żałuję... Ale już tego nie cofnę.

      Usuń
  2. Dobrze, że już jesteś. :) Czytając tego posta, czułam się trochę, jakbym to ja wyjechała ze swojego ukochanego miasta. Mam podobnie, wiesz? Przejadę przez pół Polski na dół i tam jest mi tak dobrze, że mogłabym tam zostać i niczego by mi nie brakowało, ale wracając do domu... siedząc już w tym samochodzie albo pociągu, cieszę się, że zaraz będę w domu. W swoim mieście. I jak tu się zachować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie. :) Mnie najlepiej byłoby mi chyba w momencie, gdyby mogła dzielić swoje życie między dwoma miejscami, bo w jednym nie osiągnęłabym tego pełnego zadowolenia. Chociaż... nigdy nie mów nigdy, czy coś ;)

      Usuń
    2. Szkoda tylko, że podróżowanie czasem potrafi zająć tak wiele czasu :). Podróż z Poznania do Zakopanego siedem - osiem godzin. Masakra. Od czasu do czasu mogę sobie na to pozwolić, ale niestety, jedynie, jak w życiu jest spokojnie. :) Taki układ byłby idealny, marzenie! :)

      Usuń
    3. No ja jeżdżąc do Niej spędzam w pociągu prawie siedem godzin. Nie narzekam, lubię to. :)

      Usuń
    4. Ja też lubię. Zawsze udawało mi się poznać fajnych ludzi w czasie tych podróży. :)

      Usuń
    5. Fajnie! Ja trafiam na przystojnych facetów ;D

      Usuń
    6. o, jacyś interesujący? :)

      Usuń
    7. Jeden wczoraj dosyć sympatyczny, ale żonaty. No w sumie czego ja się spodziewałam... ;D

      Usuń
    8. No nie, ostatnio poznałam paru fajnych facetów, ale też wszyscy żonaci, ja nie wiem, co się dzieje :D

      Usuń
    9. Zakochują się ludzie, nic na to nie poradzimy. ;D
      Generalnie zawsze byłam przeciwna obrączkom, ale wczoraj stwierdziłam, że swojemu facetowi też jednak każę ją nosić, żeby żadnej kobiety nie kusiło przypadkiem ;D

      Usuń
    10. Lubię obrączki u facetów. A ostatnio widzę, że sporo ich nie nosi.

      Usuń
    11. Ja ich nigdy nie lubiłam, niezależni od płci. To taki znak przywiązania. Chociaż w pewnym momencie zaczęłam zwracać na nie uwagę, chyba o to chodzi...

      Usuń
    12. Nie jesteś za okazywaniem takim przywiązania?

      Usuń
    13. Długo nie byłam. Może musiałam do tego dojrzeć...

      Usuń
    14. Może tak. Teraz wydaje się to jakieś ważniejsze?

      Usuń
    15. Tak. Chyba mam w sobie nieco więcej wiary w związki, chociaż nie mam pojęcia skąd to się wzięło. Ale... zakiełkowała we mnie wiara w małżeństwo, to ogromny przełom.

      Usuń
    16. Cieszę się. Dla mnie małżeństwo zawsze było ważne, rodzina jest dla mnie pierwszorzędną wartością. Ale na razie sama nie chcę być narzeczoną. Jednak ostatnio moja kuzynka się zaręczyła. Takie to piękne!

      Usuń
    17. Dla mnie jest ważna, ale rodzina to nie tylko więzy krwi, czy ludzie złączeni przysięgą. Przez większość życia brakowało mi wzorów do wiary w małżeństwo, dlatego trudno mi było ufać słowom.

      Usuń
    18. No to u mnie było odwrotnie. Wśród najbliższych ludzi mam szczęśliwe małżeństwa, ale jak tak na nich patrzę, to mam wrażenie, że ja takiego zbudować nie będę potrafiła.

      Usuń
    19. Dlaczego tak sądzisz?

      Usuń
    20. Sama nie wiem. Chyba się będę bała.

      Usuń
  3. Fajnie, że już jesteś, bo ja też się stęskniłam. ;)
    Od czasu do czasu chyba dobrze jest wyjechać i zobaczyć kogoś, kogo dawno nie widziałaś. Zobaczyć jak się uśmiecha i jak jest szczęśliwy. Żeby potem wrócić do domu i mieć ten uśmiech przed oczami. Zdecydowanie wolę swoje cztery ściany, ale tak jak napisałaś poza domem wszystko jest jakoś tak łatwiejsze - zgadzam się. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to miłe :)
      Dobrze, bardzo dobrze. Zwłaszcza, że naprawdę długo jej nie widziałam. Rok, z kalendarzem w ręku. Po tym spotkaniu wydaje mi się, że z biegiem czasu jesteśmy do siebie coraz bardziej podobne. Trochę to przerażające, bo wychodzi na to, że stanęłam w miejscu, no ale.. Miłe, z drugiej strony.

      Usuń
    2. Właściwie to nie wiem dlaczego przerażające... Miłe, na pewno. ;))

      Usuń
    3. Bo po niej widzę, jak bardzo dojrzała. A ja się zatrzymałam. Niewiele się we mnie zmieniło. Nie mówię, że mi z tym źle. Ale to chyba czas, żeby zrobić jakiś krok naprzód, czy coś.

      Usuń
    4. Koniecznie potrzebny Ci ten krok na przód?

      Usuń
    5. W chwili obecnej chyba tak.

      Usuń
    6. Skoro czujesz, że jest aż tak potrzebny to chyba trzeba go zrobić. ;)

      Usuń
  4. Też uwielbiam takie podróżowanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy czas na przemyślenia :)

      Usuń
    2. Dokładnie tak.
      I jakoś myśli wtedy można spokojnie poukładać. :)

      Usuń
    3. Otóż to. Przydaje się czasem :)

      Usuń
    4. Mi by się przydała teraz taka dłuższa podróż. ;)

      Usuń
    5. Zapraszam do siebie? :)

      Usuń
    6. Tak daleko mieszkasz? :)

      Usuń
    7. Byłam tam wczoraj, przez całe 15 minut ;D

      Usuń
    8. Przejazdem? A skąd? Bo docelowo to za pewne Łódź? :)

      Usuń
    9. Z Mazur. Zawsze przesiadam się w Toruniu. Jadąc w obie strony :)

      Usuń
    10. Często jeździsz na Mazury?

      Usuń
    11. W tym roku byłam pierwszy raz, ale staram się tak co kilka miesięcy :)

      Usuń
    12. Masz tam jakieś swoje ulubione miejsce?

      Usuń
    13. Ostródę. Uwielbiam to miasto.
      Jesteś fanką Mazur? :)

      Usuń
    14. Byłam dwa razy w życiu na Mazurach. Ale mam słabość do tego miejsca. ;)

      Usuń
    15. Ja pierwszy raz byłam dawno, dawno temu. Pod koniec 2011 roku zaczęłam jeździć częściej. Stosunkowo niedawno, ale miałam już czas na to, żeby się w nich zakochać :)

      Usuń
    16. Masz tam Kogoś znajomego? :)

      Usuń
    17. Tak to się zaczęło :)

      Usuń
    18. Takie przyjaciółki są najlepsze. :)

      Usuń
    19. Nie wiem, czy najlepsze. Ona jest najlepsza :)

      Usuń
    20. Najlepsze - bo znają nas od środka! :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Mi się źle kojarzą ;D

      Usuń
    2. Mnie wręcz przeciwnie ;D

      Usuń
    3. Cicho, nie zapeszajmy! Planuję jeszcze co najmniej dwa długie wyjazd w tym roku, więc lepiej uważać z wychwalaniem PKP. ;D

      Usuń
  6. Też lubię jazdę pociągiem, pod warunkiem, że nie ma tłoku. ;) Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wczoraj był tłok. Milion fanów SOAD jechało na koncert, własnych myśli w pewnych momentach nie słyszałam. No ale... ;)
      Poniekąd się zgadzam ;D

      Usuń
    2. Do Gdyni też ciężko wrócić bez tłoku, zwłaszcza w wakacje. ;) Ostatnio miałam istne przeboje z PKP i odechciało mi się podróży na jakiś czas.
      Ja też tylko poniekąd. Uwielbiam wyjeżdżać.

      Usuń
    3. Oj tak, nie dziwię się nawet. :)
      Ja miałam wczoraj. W przedziale było średnio czterdzieści osób. Mało, że się darli, pili, palili to jeszcze słuchali metalu. I tak przez 1,5 godziny. Ale po 5 poprzednich już mi się nawet przesiadać nie chciało.
      Ja też :)

      Usuń
    4. Łojoj, to musiało być... Ja miałam na myśli przeprawę z "miłymi" paniami pracującymi na dworcu. Koszmar jakiś. Weź tu człowieku spróbuj się czegoś dowiedzieć...
      Ale jak wracam i widzę już znajome tereny, czuję ten powiew wiatru od morza, wtedy wiem, że tu jest moje miejsce. ;)

      Usuń
    5. U mnie w mieście chyba wszystkie kobiety w tych okienkach są... no, bez kija nie podchodź. Chociaż! Jak wyjeżdżałam to o dziwo trafiłam na miłą i uśmiechniętą, aż chciałam zapytać czy trafiła tam przez przypadek ;D.

      Usuń
    6. Do takiego kupowania biletu to trzeba się dobrze przygotować. Najlepiej dowiedzieć się wszystkiego w internecie. ;)
      Chociaż gdzieś słyszałam taki dialog, w kabarecie chyba:
      "-Poproszę bilet na pociąg taki i taki.
      -Nie ma takiego pociągu.
      -Ale w internecie jest.
      -To niech pan wsiądzie w internecie."

      Usuń
    7. Zawsze wszystko sprawdzam w internecie. Jak nie powiesz dokładnie o co Ci chodzi to prawdopodobnie wylądujesz w zupełnie innym pociągu. W zeszłym roku się tak przejechałam... Sprzedała mi bilet na inny pociąg, żebym miała więcej czasu na przesiadkę i zapłaciłam za niego 14 zł więcej niż powinnam...

      Usuń
    8. A ja w zeszłym roku jakoś wracałam z Poznania do Gdyni przez Słupsk... Podróż dłuższa o dobrą godzinę, plus oczywiście bilety droższe. Myślałam, że padnę, jak wsiadłam do pociągu i się o tym dowiedziałam.

      Usuń
    9. Szukałam kiedyś pociągu do z Łodzi do Krakowa. Znalazłam, z przesiadką w Warszawie ;D Śmieszne to jest czasami.

      Usuń
    10. I te opóźnienia ostatnio... Słyszałam, że jednego dnia połowa pociągów miała opóźnienia do pięciu godzin. I weź tu człowieku podróżuj.

      Usuń
  7. Pociąg, ostatnio jechałam, nie było tak źle. Ale fajnie, że spędziłaś miło czas, ludzie tworzą wspomnienia, miejsca, wszystko. Jeśli obok jest właściwy człowiek, wszystko może być na właściwym miejscu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 90% społeczeństwa narzeka na PKP, a ja je tam lubię ;)
      Tak, to prawda. Nie da się ukryć :)

      Usuń
    2. No ja się jeszcze nie zraziłam do PKP :D

      Hah, to się cieszę, Fighting bardzo lubię ;D I po prostu walcz też super jak dla mnie ;)

      Usuń
    3. Ja też nie. A zdarza mi się nim jeździć i nie są to godzinne wycieczki :)

      Usuń
    4. No ja od października co tydzień będę jeździć, no ale zobaczymy jak to będzie ;)

      Usuń
    5. Studia? Ja dojeżdżałam do liceum, uwielbiałam to ;)

      Usuń
  8. Jak dobrze, że jesteś... :*

    Czuję jakiś taki bijący od Ciebie spokój. Wyjazd się udał, prawda? I tak mi się skojarzyło... "Tam dom Twój, gdzie serce Twoje" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;*

      Udał. Chociaż trochę narzekałam na początku. Ale było mi to niesamowicie potrzebne.
      Prawda :)

      Usuń
    2. To niesamowite, że potrafisz cieszyć się Jej szczęściem. Że miłość tak zmienia ludzi... Fajnie czasami popatrzeć na takie szczęście, prawda?

      Usuń
    3. Mówią mi, że jestem dziwna, bo single raczej nie lubią patrzeć na zakochanych. A ja lubię na nich patrzeć, lubię słuchać o miłości, lubię uśmiech w oczach, kiedy ta "druga połówka" pojawia się w pobliżu. Zwłaszcza, kiedy to bliscy ludzie.
      Niesamowite? :)

      Usuń
    4. Nie ma w Tobie takiej typowej zazdrości, zawiści... Tak, niesamowite to jest :-) Rzadkie...

      Usuń
    5. No nie ma. Choć czasem myślę sobie "kurczę, fajnie tak...", ale to nie taka zazdrość, żeby mnie coś w środku kuło i bolało. To tylko uśmiech na twarzy. :)
      Naprawdę? Szkoda...

      Usuń
    6. Jest 69 komentarzy, ale muszę to zmienić, wybacz... :D

      Ciebie też to spotka:*
      Szkoda, szkoda.

      Usuń
    7. Zobaczyłam to 69 i pomyślałam sobie "a teraz napisze Używka". Ej, serio, nie wiem czemu xdd

      Możliwe, że kiedyś tak :)
      Czyżby było w ludziach za dużo egoizmu?

      Usuń
    8. Hahaha, za kogo Ty mnie masz :D

      Na pewnooo, ja tam w to wierzę! :-)
      Za dużo egoizmu i takiego jadu. Jak komuś się układa, to albo oszukał, albo się puścił, albo coś jeszcze gorszego. I trzeba mu dowalać...

      Usuń
    9. Głodnemu chleb na myśli, a głodny głodnego zrozumie? No nie wiem ;D

      Ja chyba też, na każdego przychodzi czas. Tyle, że ta wiara w samą siebie jest trudniejsza niż przekonanie, że tej czy tamtemu się uda. No ale... :)
      Ja tam się nie zastanawiam, dlaczego mu się układa i co zrobił, żeby tak było. Częściej w drugą stronę - dlaczego się nie udaje i co wypadałoby zmienić. Lubimy narzekać, ale mało w nas chęci do zmian.

      Usuń
    10. Hmm, coś w tym jest :D

      Wiadomo, ale nadzieja to coś pięknego i wiara. To coś, co trzyma nas przy życiu i sprawia, że jakoś lepiej patrzymy w przyszłość... :-))
      Niestety, ale masz rację.

      Usuń
    11. No widzisz ;D

      Pewnie tak. Moje spojrzenie na przyszłość jest całkiem niezłe, więc... ;)
      Niestety wiem.

      Usuń
    12. Więc trzymaj tak dalej! :-)

      Usuń
    13. Taki mam właśnie plan ;D

      Usuń
  9. Do teraz nie wiem gdzie byłaś :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. Tak. Teraz muszę tylko odespać. Nie ma to jak własne łóżko ;D

      Usuń
  11. Nie lubię powrotów, jeśli dobrze jest mi w nowym miejscu. Ale tych powrotów z gór do miasta...
    Za to lubię jeździć, czymkolwiek, chociaż najlepiej autokarem :) Ze wszystkich wycieczek zawsze najbardziej cieszyłam się na tą jazdę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Wysłałam maila :)

      Usuń
    2. Mnie też jazda zawsze cieszy(ła) najbardziej! Zwłaszcza w nocy, zwłaszcza długo. Nie lubię tylko pokonywać takich długich tras samochodem, to zupełnie inny klimat. :)

      Bardzo, bardzo dziękuję! :)

      Usuń
    3. O tak, tym bardziej w nocy! Kiedyś jechałam 5 godzin z Warszawy, byłam wtedy chyba najszczęśliwsza na świecie! :)

      Nie ma za co :)

      Usuń
    4. Jechałam kiedyś jedenaście i pół godziny do Hannoveru, wtedy to byłam szczęśliwa! ;D
      W zeszłym roku do Berlina prawie dziewięć. Wczoraj prawie siedem, też nieźle. :)

      Usuń
    5. Ijee, tyle szczęścia!!! :D

      Usuń
  12. w końcu się tu dostałam :) brakowało mi Twojego pisania. bo w komentarzach jest tylko nasza cząstka. niewielka.
    jakiś spokój bije z Twoich postów. ale też jakby taka sierpniowa melancholia. może się mylę... nie wiem.
    osobiście, wszelkie dworce i stacje budzą we mnie negatywne uczucia. bardziej kojarzę je z pożegnaniami, niż powitaniami. pamiętam pociągi, do których nigdy nie wsiadłam, mimo biletów trzymanych w dłoniach. mam chyba małą pociągową traumę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się udało :)
      Może trochę... Uspokoiłam się trochę. Mam za sobą kilka rewelacji, jestem trochę inna niż kilka miesięcy temu. Ale szczęśliwa, to chyba najważniejsze.
      Mnie kojarzą się one zarówno z pożegnaniami, jak i powitaniami. Ale to przyjemne wspomnienia, mimo wszystko. Może dlatego, że jeszcze nigdy nie zrobiłam ostatecznego kroku w jedną stronę i zawsze wracam?

      Usuń