19 października 2013

Niczyja.

Wracam do domu późnym wieczorem. Chłodno na zewnątrz, wewnątrz jeszcze zimniej. Kilka wiadomości wymienionych z Tobą parę godzin wcześniej, nic nie znaczące słowa, już nie czuję się czyjaś. Nie rozpadłam się na kawałki, choć tak mi się wydawało. Przez chwilę po prostu poczułam się złożona do kupy. Teraz mały stosik złudzeń rozsypał się po podłodze, ale już bez huku. Nastawiam w czajniku wodę na herbatę. Jedną. Już nie będę zaparzać kolejnych czekając na Ciebie. Nie rzuciłam tych słów na wiatr, tylko ja wiem, jak mocno chciałam to robić. Ale obiecałam sobie kiedyś, że już nigdy nie będę płakać przez faceta, że On był jedyny. Ta obietnica legła w gruzach w ten Dzień Chłopaka, który miał być piękny, a nie był, ale to nieważne, to zupełnie inna sytuacja. Odchodzisz. A ja nie chcę Cię zatrzymywać. Mam dość jednostronnych starań, i tyle. Korci mnie tylko, żeby Cię zapytać co się zmieniło w ciągu tego tygodnia, że tak bardzo obróciliśmy się w proch. Ale tego nie zrobię. Byłeś. Nie ma Cię. Ja nadal tu jestem, tylko jakby (chwilowo) niepełna... 

Jeśli dziś Cię nie będzie, 
przyjmę to jako definitywny koniec.

50 komentarzy :

  1. Rozstania są takie przygnębiające... aż nie wiem, co powiedzieć. Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to zdaję sobie sprawę z tego, że... szkoda słów. Za szybko się przywiązałam, bywa ;)

      Usuń
    2. Takie szybkie przywiązywanie się to zło.

      Usuń
    3. Gdybym ja tego nie wiedziała... Wiem, ale co to zmienia?

      Usuń
    4. No właśnie. Nie pamiętam, żeby mi się to wcześniej kiedykolwiek zdarzyło, a teraz o.

      Usuń
    5. A no. Pierwszy raz boli najbardziej, czy coś? ;)

      Usuń
    6. Zdecydowanie... później się przyzwyczajasz.

      Usuń
    7. To chyba tak nie działa.

      Usuń
    8. Raczej zależy od sytuacji. :)

      Usuń
    9. Ja jestem zdania, że do niektórych rzeczy niezależnie od tego, ile razy nas spotykają, nie da się po prostu przyzwyczaić.

      Usuń
    10. To już chyba zależy od człowieka.

      Usuń
  2. Ostatnie słowa dają jednak jeszcze jakąś nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ona nadal się we mnie tli, ale... ona jest bardzo płonna, a jego wciąż nie ma.

      Usuń
    2. Ale może jeszcze będzie. Może nie wszystko stracone. Jeszcze w to jakoś wierzysz, może to tylko iskierka, ale jest. Bo u mnie brakło jej całkiem. Trzymaj się tam, czekam z Tobą ;*

      Usuń
    3. Wątpię w to. Chciałabym, ale... bezpieczniej jest się tej nadziei nie trzymać. :)

      Usuń
    4. No to jesteśmy w tym we dwie. Możemy sobie już zacząć żyć jak samotne panny.

      Usuń
    5. Ja już zaczęłam... Tylko kota chyba mi brakuje. Albo siedmiu.

      Usuń
    6. Nie. A dzień już prawie się skończył...

      Usuń
    7. Wraz z dniem kończą się ostatnie okruchy nadziei?

      Usuń
    8. Na pewno te świadome, to jest bez sensu...

      Usuń
    9. Nie powiem Ci, że się ułoży. Bo nie wiem. Sypie się wszystko, tak nagle, nie?

      Usuń
    10. Nie wiem, czy wszystko.. To najważniejsze tak.

      Usuń
    11. Wiesz, czasem mi się wydaje, że niektóre rzeczy komplikują się dlatego, że rozstrojeni upadkiem tego "najważniejszego" przestajemy się strać trzymać w pionie wszystko inne...
      Może tutaj się mylę, nie oceniam. W każdym razie mam nadzieję, że wszystko niebawem się ułoży...

      Usuń
    12. To na pewno tak jest. Ale są rzeczy, które były fundamentem szczęścia, udanego życia. I jak one się psują, to już się nawet nie ma ochoty trzymać reszty.
      Ja taka już jestem.

      Usuń
    13. Ale to chyba jest naturalne, wiesz? Są rzeczy ważnie i ważniejsze, trudno myśleć o tych pierwszych, kiedy sypią się drugie...

      Usuń
    14. Dokładnie jest tak jak napisałaś. Człowiek tak bardzo się skupia na tych najważniejszych, że cała reszta przestaje mieć znaczenie.

      Usuń
    15. No i nie ma w tym nic dziwnego... Niektórych rzeczy po prostu nie da się odstawić na dalszy plan, i tyle.

      Usuń
    16. Rozsadza mi głowę, nie mogę sobie znaleźć miejsca, brakuje mi dobrej muzyki...
      A on przyjedzie jutro...

      Usuń
    17. Czyli jest nadzieja, może jeszcze będzie pięknie?

      Usuń
    18. Wątpię... Nasze rozmowy są ostatnio nienormalne, błądzą po dziwnych torach.

      Usuń
    19. Dlaczego nienormalne? Co przez to rozumiesz?

      Usuń
    20. Sprowadzają się ciągle do jednego.

      Usuń
    21. No to nie za ciekawie... Kiedyś bym Ci powiedziała, że to fajnie, że takie rozmowy są świetne. Ale w tym momencie wiem, że NIE.

      Usuń
    22. Może i są, do pewnego momentu. Tyle, że ja się przez to czuję jeszcze bardziej przedmiotowo, bo mam dziwne wrażenie, że od mojego głupiego "tak" zależy cała nasza znajomość...

      Usuń
    23. Nie dziwię Ci się. To są sprawy najmniej ważne na początku. Najpierw powinno być budowanie tego wszystkiego, potem przyjemności.

      Usuń
    24. Niech by one były wcześniej, byle nie zniknął po nich. Ja myślę, że zniknąłby.

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że nadzieja nie okaże się "siostrą beznadziei", że rozpali ona coś większego. Dobrze, że się nie rozpadłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyzwyczajam się do myśli, że jego nie ma. Wczoraj szło mi lepiej niż dzisiaj... dopóki się nie odezwał. Staram się nie mieć złudzeń. Niekoniecznie mi wychodzi, ale... staram się.

      Usuń
  4. Dlaczego nie zapytasz go co się stało w ciągu tego tygodnia? Ja bym się zapytała, chciałabym wiedzieć, bo później żałowałabym, że tego nie zrobiłam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim dlatego, że musiałabym z nim rozmawiać... A nie rozmawiam. Ciężko wymianę kilku wiadomości nazwać rozmową. O ile w ogóle ktoś pisze...

      Usuń
  5. Mnie też korciło, żeby zapytać, ale stchórzyłam. Może to i lepiej...

    OdpowiedzUsuń