1 stycznia 2016

2015.

Miałam nie robić podsumowań, bo 2015... choć przyniósł masę zmian, to wydawał mi się nie najlepszy. Z kieliszkiem w ręku żegnałam go w czterech ścianach z uczuciem ulgi i nadzieją, że ten symboliczny krok, który stawialiśmy kilkanaście godzin temu będzie tym najlepszym. Choć mój rok zaczyna się i kończy kiedy indziej, a trzydziesty pierwszy dzień grudnia to tylko symbol przyjęty przez większość. Nie miałam w planach bilansu, żadnych rachunków zysków i strat... bo to wszystko przez minione tygodnie, i bardzo dotkliwie wczoraj, wydawało mi się moją porażką. A później, zupełnie przypadkiem, natknęłam się na bestnine, które przypomniało mi dziewięć momentów. I nagle przed oczyma stanęło mi małe rączki zawieszone na mojej szyi i promienny uśmiech ich właścicielki, która patrzy na mnie małymi, najpiękniejszymi oczyma dziecka, które nie zna porażek i każdego dnia uczy się dopiero jak stawiać kroki, a ja - stając przed jej rodzicami, z nią na rękach obiecałam sobie przecież, że te kroki będą naprzód, będą dobre, że choć życie na pewno nie oszczędzi jej kłód na drodze - to wspólnie z jej najbliższymi będziemy stawiać drogowskazy i idąc obok bronić, bo nikt nie podciął jej skrzydeł. Obok niej, wcześniej, były inne rączki. Inne oczy, brązowe, i czytanie bajek. Pierwsze słowa przy zjeżdżalni, niepewne kroki po gorącym piasku, łapanie za rękę, prze-kochane ciociu tysiąckroć razy dziennie. I choć dziś już cioci nie ma, to tak naprawdę ciocia będzie zawsze, bo myśl o tym Skarbie ogrzewa chłodne noce. I każde spojrzenie na huśtawkę sprawia, że pytam co u Niej?, choć już przecież nic nas nie łączy. Później były kwiaty na urodziny, które choć burzliwe na koniec, to jednak pięknie się zaczęły. Kolacje w najbliższym gronie, książka pochłonięta jednego popołudnia w cieniu drzew na pustkowiu, które znów, po latach, stało się utopią. Powrót do tego, co kiedyś wypełniało codzienność, dobra kawa pita w towarzystwie ludzi, którzy słali najważniejsze nauki w pierwszych trzech miesiącach i choć nikt z nas już tych ścian nie odwiedza, to zawsze będę wspominać je z uśmiechem. Trochę czasu wolnego, w przerwie pomiędzy maratonami, które zawładnęły moim życiem w ciągu ubiegłego już roku. I pierwsze święta z dziećmi, dla których - o ile mogę mieć choć jedną obietnicę - będę mieć więcej czasu w tym roku, a zacznę już od najbliższej niedzieli.
Potknęłam się kilka razy. Zapłaciłam wysoką cenę za błędy, które nie do końca były moje. I płacę ją dalej, kilogramami tęsknoty w sercu za ulicami, które znałam, a do których dziś już nie wracam, już nimi nie chodzę. Zakończyłam maraton beznadziei w przeddzień końca 2015 i wyrzuciłam pesymizm, bo Ktoś mi niedawno powiedział, że roki nieparzyste są dla nas niekorzystne, ale ten następny znowu będzie naszym. A rok Ktosia przecież dobrze się skończył, bo choć jest ciężko, to jednak we trójkę, już nie jako para. Choć na te małe rączki poczekamy jeszcze pół roku.
Nie było Treningu Dobrej Myśli w wersji grudniowej, bo nie znalazłam z listopada ani jednej na tyle dobrej myśli, by móc się nią z Wami podzielić. Choć przecież jakaś być musiała. Ale nie chcę tutaj fałszywości, jeśli nic mnie nie ogrzewa, to nie będę szukać tej iskierki na siłę. Choć znalazłabym ją, w jednym uśmiechu, który w listopadzie rozgrzał serce po raz pierwszy... ale z tego ciepła dużo później zdałam sobie sprawę.
Miałam nie robić podsumowań... ale w granicach dwudziestej drugiej samo ono do mnie przyszło. Oddałam jedne klucze. Mam nowe, i nowe zamki. Nowe ulice, nową przestrzeń, nowe ściany i cztery kąty. Nowe uśmiechy wokoło, nowe ścieżki przed sobą. Zrzucam ubiegłoroczny już ciężar. Dotarło do mnie wreszcie, że to wszystko jest w głowie. Czekałam na ten przełom od wielu tygodni.

Wam, Kochani, życzę jak najwięcej dobrych momentów. Jak najwięcej uśmiechów, a nawet szczerych, głośnych jego wybuchów. Życzę Wam, byście patrząc w lustro dostrzegali w oczach iskierki, bo to piękno naszej osoby właśnie w nich zamieszkuje. Bądźcie zdrowi, szczęśliwi, myślcie pozytywne i pamiętajcie, że więcej niż połowa sukcesu leży w naszym nastawieniu. A jeśli coś się kończy - to coś musi się zacząć. Pierwszy stycznia to symbol, nie przynosi wielkich zmian. Może być tylko bodźcem, który Was do nich skłoni. Nie wierzę w postanowienia, ale jeśli je macie, to pamiętajcie o jednym: zacznijcie zmiany od dziś, nie od stycznia, od pierwszego czy od poniedziałku. Wszystko zaczyna się teraz. To jest odpowiedni moment

38 komentarzy :

  1. Tak, ten dzień to jakby przełom, który stymuluje do zmian.
    Wszystkiego dobrego. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle tylko jutro o tym nie zapomnieć. ;)

      Usuń
    2. Czy można zapomnieć o czymś takim?

      Usuń
    3. Nie masz czasem wrażenia, że ludzie są w stanie zapomnieć o wszystkim..?

      Usuń
    4. Nie, nie mam, obracam się raczej wśród ludzi, którzy mają wszystko poukładane na tip top.

      Usuń
    5. Chyba nie wierzę w prawdziwość takich ludzi. Życie nie jest "tip top", jak więc je tak poukładać?

      Usuń
    6. A ja wierzę. Nie lubię robić rzeczy na już albo na odwal się. Różnie w życiu bywa, ale to też nie jest tak, że się nie da. Po za tym ludzie często nie wiedzą czego chcą i komplikują sobie życie.

      Usuń
  2. Życzę Ci, aby kolejny rok był jeszcze lepszy niż poprzednie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co ja mogłabym powiedzieć o minionym roku, nic nie przychodzi mi do głowy, nic dobrego... Ale Twój i tak mimo wszystko wyszedł na plus.

    Masz rację, zmiany trzeba zacząć od dziś. Może i ja zacznę?

    Wszystkiego co najlepsze, bo jak najbardziej na to zasługujesz. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nas zasługuje, Ty również.

      Mnie też w pierwszej chwili nic dobrego nie przychodziło na myśl. Ale prawda jest taka, że tu chyba chodzi o te małe radości, które choć na chwilę rozświetlają ten mrok. I ja je znalazłam, przypadkiem. Ty też na pewno byłabyś w stanie. Choć lepiej iść naprzód i stwarzać te szczęśliwe chwilę niż usilnie szukać ich w przeszłości. I tego Ci życzę. Jak najwięcej szczęśliwych momentów :)

      Usuń
    2. Pewnie jakieś bym sobie w końcu przypomniała, ale może masz rację, lepiej dążyć niż wracać do tego do było.

      Dziękuję. ;)

      Usuń
    3. Długo mi zajęło dojście do tego...

      Usuń
    4. Podejrzewam, że z tym każdy ma problem... Nie tylko Ty i nie tylko ja.

      P.S. Wysłałam Ci zaproszenie do mojego bloga.

      Usuń
  4. Czasami warto coś podsumować. Dla zakończenia. I oby ten ktoś miał racje, że roki nieparzyste bywają nieszczęśliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby miał rację, że parzyste są nasze.

      Usuń
  5. Ja zaś zakończyłam wszystko co niekorzystne w 2015, szkoda tylko, że inne wyszły już pierwszego dnia 2016...

    Życzę Ci by ten rok był Twoim rokiem i by był jak najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje też wyszły... Ale chce się teraz skupić na tych dobrych rzeczach. Te złe i tak całkowicie nas nie ominą. Takie chyba jest życie?

      Usuń
    2. Nie omina... choc ja sie odzwyczailam bo od dawna nie bylo nic. Teraz tylko troche cos mnie boli... nie fizycznie ale staram sie tez nie myslec o tym.

      Usuń
    3. Nie fizyczne boli często najbardziej...
      Głowa do góry! Po każdej burzy wychodzi słońce.

      Usuń
    4. Ehh byl cudowny rok a teraz jest coraz gorzej... Wiec to chyba sezon burzowy ;( dawno nie bylo tak zle. Doslownie wszystko sie posypalo i slonca nie bedzie... i mam przeczucie, ze bedzie tylko gorzej.

      Usuń
  6. Sama nie lubię podsumowań, a przynajmniej, nie przy datach granicznych. Chyba, że właśnie ta data powoduje, że czujemy, że to "właściwy moment". Ten przychodzi znienacka ale czasem lubi robić i psikusy, jednocząc się z tym symbolizmem nowego roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam, żebym robiła takie prawdziwe podsumowanie kiedykolwiek wcześniej. Czasem tutaj, na bloga, żeby ostatecznie odciąć się od pewnych rzeczy. Ale w tym roku było mi to potrzebne od dawna. I przyszło samo, dzięki durnej aplikacji. Nieważne jak i kiedy, byle dalej już było dobrze? :)

      Usuń
  7. To ja przyczepię się tego, że parzyste roki są dla nas szczęśliwe ;) No bo w końcu muszą przyjść te lepsze miesiące, po miesiącach łez? Szczęśliwego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że muszą! Ale tak Ci powiem w sekrecie, że musimy się o to trochę postarać ;)

      Usuń
    2. Będziemy się starać, przynajmniej ja będę to miała na uwadze :)

      Usuń
  8. życzę Ci, żeby nowy rok był tym wymarzonym, a z 2015 wymaż porażki i wspominaj tylko te dobre chwile <3

    OdpowiedzUsuń
  9. a czas na oglądanie filmów to powinien być pierwszy punkt w Twoich postanowieniach! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w tym roku nie robilam podsumowań. Choć Twój post mnie zastanowił i pojawiła się myśl "A może warto"?

    O tym, że nieparzyste lata nie są najlepsze - nei słyszałam... Może coś w tym jest? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie miałam takiego zamiaru. Ono samo do mnie przyszło.

      To taka nasza teoria. I... Sprawdza się chyba.

      Usuń
  11. Zawsze zdarzają się wzloty i upadki, oby tylko zawsze wychodziło na plus. Życzę Ci wszystkiego najlepszego w nowym roku, żebyś za rok mogła wspominać tylko miłe chwile. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak minęło pierwsze kilkanaście dni? :)

      Usuń
  12. Oby ten parzysty rok przyniósł Ci same dobre dni. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie muszą być same, oby mniej łez. I Tobie tego życzę. Wam! :*

      Usuń
  13. Podsumowania zawsze jakoś tak same przychodzą :)
    Przepiękne życzenia. Nie umiem ich składać, więc "nawzajem" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To nie było klasyczne podsumowanie, tylko osobiste refleksje z głębi serca. Piękne, prawdziwe. Podobnie jak życzenia.
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń