Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening Dobrej Myśli IV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening Dobrej Myśli IV. Pokaż wszystkie posty

5 marca 2018

Wiosenne marzenia i lato wśród kwiatów.

Tęskno mi za wiosną, za kawą w ogrodzie, za muzyką poranną zakłócaną śpiewem ptaków i wieczorami dłuższymi, spacerami po lesie w naszych nowych miejscach, w moich starych. Parująca kawa w kubku Let it snow i śnieg za oknem, jeszcze trochę melancholii w słuchawkach i wspomnienia Twoich powrotów do miejsc, które z biegiem lat też już stały się nie-Twoje. Coraz więcej we mnie marzeń kształtujących plany, które nie zbiegają się z Twoimi. Śniło mi się niedawno urządzanie kuchni. Małej, białej, z dużym oknem i ziołami na szerokim parapecie. Małe stopy zostawiały ślady na drewnianej podłodze, za oknem niewielki plac zabaw, piaskownica idealna dla dwójki, okrągły biały stolik i pięć krzeseł. Odległe to od tego, co mieliśmy mieć w tym roku na własność. Fundamenty zmarzły, niedokończone mury w ogrodzie, który podobnie do mnie czeka na wiosnę i chwilę na sadzenie kwiatów. Moja ławka sprzed lat z odpryskującą farbą, którą chciałam odświeżać rok temu, ale plany się wtedy zmieniły. Tam kuchnia będzie inna, ale obiecałam sobie, że będą w niej zioła. Obiecałam tulipany na drewnianym blacie i kwitnące fiołki, na przekór storczykom, które w moich rękach nie kwitną. Tęskno mi do lata, do kawy w moim ogrodzie, do małego stawu przy domu, do wiśni tuż za nim i jabłonki nad ławką, do ścieżek niezmąconych asfaltem i lasu nieopodal, do tarasu z wyjściem na trawę, w której będę topić stopy, choćby wokół nie wszystko było idealne, bo czeka nas jeszcze mnóstwo pracy. Ale przecież warto. Tęskno do kawałka swojego, do miejsc cichych, moich, choć w większości samotnych.

11 lutego 2018

Trening Dobrej Myśli IV, część druga.

W nawale pracy i nauki znajduje dłuższą chwilę na trzy świeczki na torcie. Pamiętam, że tamten luty był podobny. Może mniej mglisty, ale też szary i bez śniegu. Pamiętam, że telefon dzwonił na półpiętrze, w środku długiego i męczącego dnia. Że na pierwszym zdjęciu była prawie czarna i tak bardzo podobna do mamy. A pół roku później trzymałam ją na rękach, kiedy padło pierwsze z pytań, którego z tej akurat strony najmniej bym się spodziewała. W kościele na rękach płakała przez dwie godziny, a przed salą spała z główką zawieszoną przez pałąk wózka, który dostała w prezencie.
Pamiętam też jak pisałam tu kiedyś, że zasypia trzymając mnie za rękę i budzi się już bez wstydu. Dziś łapie za rękę i mówi, że idziemy się bawić, kiedy pokój jest cały w ciastolinie. Dorosła. Jeśli można tak mówić o trzylatce. Ale zjawiła się w pewnym momencie, dla większości niespodziewanie, zmieniając nasze spojrzenia. I choć nie chce kategoryzować, to często mówię o niej Pierwsza. I te trzy świeczki przypominają o tym, jak rozjaśnił się wtedy ten luty i jak nagle z szarego stał się biało-rożowy. Wszystkiego najlepszego Mała.