5 lutego 2016

Trening Dobrej Myśli II - część 2.

Star light, star bright
First star I see tonight

Gaszę światło w pokoju, przez którego okno wpadają delikatne promienie latarni, lekko oświetlając Jej zmęczoną buzię. Przestaje płakać pierwszy raz od godziny, układając zaróżowiony policzek w pościeli i przykrywa się pieluszką. Gładzę jej wystawioną w moim kierunku dłoń i patrzę w oczy, które otwiera od czasu do czasu sprawdzając czy nadal przy Niej jestem.

I wish I may, I wish I might
Catch a falling star tonight

Patrzę na Nią i myślę sobie, że tak naprawdę nie wiem do kogo jest podobna. Uśmiecha się, przymykając oczy, by za chwilę na powrót je otworzyć. Jej jedynej na świecie nie przeszkadza moje fałszowanie i wyraźnie domaga się cichego śpiewania kołysanki.

Twinkle, twinkle, little star
How I wonder what you are

Lubię ten spokój towarzyszący tej chwili i lubię, kiedy Jej mama zagląda do pokoju cichutku, by sprawdzić czy wszystko w porządku. Oczywiście, jak mogłoby nie być. Kiwam jej głową jedynie, wychodzi. Działasz cuda, mówi później, przy mnie nawet się nie położyła. Usypiałam Ją już nie raz, ale zawsze zupełnie inaczej. A tę noc pamiętam, bo wyraz Jej oczu, wpatrzonych we mnie wtedy, był naprawę magiczny.

The stars shine brightly for you
May all your wishes come true

Zasypuję Was tym trochę, taką naszą magią codzienności, która wypełniła tak naprawdę cały styczeń. Ale jeśli mam się dzielić dobrą myślą minionych trzydziestu dni, to ta jest najcieplejszą. Choć nie powiem, że pobudki były mniej piękne, nawet te po szóstej, po nocy niemalże nieprzespanej. Biorę Ją na kolana, kiedy kończy południową drzemkę już jako Roczniak i przytulam do siebie godzinę, kiedy wciąż lekko przysypia. I znów działam cuda, bo Ona nigdy wcześniej nie była tak spokojna. I tak sobie myślę, że może to są właśnie takie tylko nasze momenty. I czuję Jej główkę wtulającą się w moją pierś... i trochę szklą mi się oczy. Ale ciii, nie mówmy o tym nikomu.

/ chyba coś się we mnie pozmieniało... 

83 komentarze :

  1. Malutkie, śpiące dzieci to najcudowniejszy widok na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie jest taka całkiem malutka :) Przy większej świadomości dzieci wolę moment pobudek, otwieranie oczu i pierwszy uśmiech rano.

      Usuń
    2. Mi się bardzo podobają śpiące dzieci. Zarówno te roczne jak i takie siedmioletnie. ;)

      Usuń
    3. Takie siedmioletnie to też wolę jak śpią :D

      Usuń
    4. Fakt. Zdecydowanie lepiej jak śpią. Wiesz, moja koleżanka ma młodszą siostrę, jak miała cztery latka to była znośna, bardzo ją lubiłam a teraz? Mają osiem lat już rozumiem dlaczego tak wnerwia moją koleżankę. ;) ;P

      Usuń
    5. Moje "lubię dzieci" kończy się zazwyczaj na wieku około pięciu lat. Później po osiemnastce znowu mogę pogadać :D

      Usuń
    6. Ja generalnie nie lubię i nawet nie umiem się zajmować, chociaż zajmowałam się sześciolatką i najgorzej nie było, ale ona mnie lubiła. ;P

      Usuń
    7. Są takie opinie, że wydaje nam się, że dzieci nas nie lubią właśnie w tych sytuacjach, kiedy nie potrafimy się nimi zająć ;)
      Ja zdecydowanie wolę maluchy. Okres pierwszych słów i pierwszych kroków jest cudowny :)

      Usuń
    8. Gdybym miała się zajmować to jednak wolę większe, ale zdecydowanie pierwsze słowa i kroki są cudowne. ;)

      Usuń
    9. Też mi się tak kiedyś wydawało, ale później... chyba pokonałam strach związany z tymi maluchami ;)
      Ja w ogóle lubię te, jak to dorośli lubią określać, "trudne dzieci".

      Usuń
    10. Ja właśnie się boję. Boję się nawet wziąć na ręce moją czteromiesięczną chrześniaczkę... Zawsze trzymając ją na rękach mam wrażenie, że zaraz ją upuszczę albo coś jej zrobię.

      Usuń
    11. Domyśliłam się, że właśnie stąd się to bierze :)
      Miesiąc temu drugi raz zostałam chrzestną. Patrzyłam jak chrzestny trzyma dziecko na rękach i za każdym razem kiedy ktoś mu dawał Małego leciałam z odsieczą, bo dziecko było spięte, a chrzestny spocony :D
      Dzieci, wbrew pozorom, wcale nie są z porcelany. Mnie dość długo przerażało noszenie na rękach tych, które nie mają jeszcze sztywnego kręgosłupa. A teraz, patrząc na wszystkie maluchy w moim otoczeniu... dużo zależy od tego ile zaufania mają do Ciebie rodzice.

      Usuń
    12. Całkiem możliwe, że bardziej przeżywam niż to warte, ale... sama nie wiem. No po prostu nie chcę zrobić krzywdy takiej kruszynce.

      Usuń
    13. Pamiętam jak przy pierwszej próbie wzięcia na ręce miesięcznego wtedy dziecka byłam tak zestresowana, że nie mogłam się ruszyć. Ale wtedy jego matka tak bardzo patrzyła mi na ręce (z resztą nie tylko mnie, każdemu), że nigdy później nie odważyłam się go podnieść. Teraz takich lęków nie mam ;)

      Usuń
    14. Ja mam. Za każdym razem. Ja po prostu tego nie czuję...

      Usuń
    15. Nie musisz. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy byli identyczni :)

      Usuń
    16. Czasami zastanawiam się jakby to było jakbym ja musiała się opiekować taką kruszynką, swoją kruszynką. Kompletnie jestem zdezorientowana. Mówią, że "poczułabym to", że "instynkt" a ja nie wiem. Nie jestem tego taka pewna.

      Usuń
    17. Myślę, że tak. Ja długo uważałam, że nie chcę mieć dzieci, a później przyszło takie "bum"... Dziecko zmienia człowieka często o sto osiemdziesiąt stopni, ta świadomość życia rozwijającego się pod sercem. I pierwsze spojrzenie. Robią o tym mnóstwo filmów i może się wydawać, że to nieprawda... ale coś w tym musi być.

      Usuń
    18. Dużo o tym myślałam i długo się nad tym zastanawiam, no i... nie wiem. W końcu nie byłam w takiej sytuacji, a "bum" jeszcze do mnie nie przyszło.

      Usuń
    19. Może przyjdzie, może nie... zobaczysz z czasem. Nie każda kobieta przecież musi zostać Mamą :)

      Usuń
    20. Dokładnie. Chociaż czasem zdarza mi się o tym myśleć, więc prawdopodobnie wszystko przede mną. ;PP

      Usuń
    21. I fajnie, dzieci są cudowne :)

      Usuń
    22. Na razie sobie nie wyobrażam, ale póki co cudze wystarczają. No i moja śliczna chrześniaczka. ;)

      Usuń
  2. Hmm... Ty masz dziecko? Bo tak czytam i nie wiem czy dobrze wylapuje czy pracujesz z dziecmi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiecham się pod nosem i tak sobie myślę, że taki stosunek do pracy byłby... trochę niezdrowy. Żeby nie powiedzieć, że dość psychopatyczny :D
      To moja chrześnica. Spędziłam z Nią dużą część stycznia :)

      Usuń
    2. Czy ja wiem... Ja czesto mam podobny do maluchow z pracy. Uwielbialam jak sie przytulaly, jak sie zegnaly ;) ale bez przesadnie :)

      Usuń
    3. Mnie swego czasu było niezręcznie przed rodzicami, że po wielu godzinach spędzonych z ich dzieckiem znam je lepiej od nich, pod tym względem rozwojowym, gdzie ja rozumiem gaworzenie, a rodzice nie. Ale taki urok pracy z dziećmi, obie strony się przywiązują.

      Usuń
    4. Ja bardzo. Ostatnio nie bylo mnie tydzien. Wrocilam to chlopiec rzucil mi sie na szyje i pokazywal, ze mnie nie bylo az tyle dni i tesknil. Nie chcial sie odkleic. Z trudem sie nie rozplakalam :p

      Usuń
    5. Kochane!
      Ja też, choć raczej nie powinnam. Ale w jakimś stopniu, czasem bardzo dużym, bierzemy udział w wychowaniu tych małych ludzi i... jak tu zostawić wszystko za drzwiami? Elementy takiej pracy chyba zawsze zanosi się do domu.

      Usuń
    6. Oj tak... Znosi. Ciezko nie myslec skoro ktos bezinteresownie obdarza cie taka milostka. No i... Skoro jest sie odpowiedzialnym to i nie da sie nie myslec. Tutaj przy starszakach jest nieco inaczej. Mozna sie nieco zdystansowac. To nieco lepsze dla mnie :)

      Usuń
    7. Na pewno. Chociaż mam koleżankę, która jest stażystką w przedszkolu i poziom rozmów z tymi dziećmi często zaprząta jej głowę po pracy. Potrafią opowiadać wiele rzeczy, które nie powinny nigdy opuścić czterech ścian ich domu.

      Usuń
    8. Tu akurat... Byłabym ostrożna, dzieci potrafią manipulować i być okrutne. Przekonałam się sama na czterolatkach :P

      Usuń
    9. A no to swoją drogą. Nigdy do końca nie wiadomo co jest prawdą ;)

      Usuń
    10. Dziś w pracy miałam małą szogunkę. OJ masakra :P

      Usuń
    11. Biła starszaków (ona 8 lat, tamci 18 :P ), napiła się i wypluła i wylała resztę, kopała, rzucała wszystkim. Jeju :P

      Usuń
    12. Przerażają mnie takie dzieci. Znałam taką jedną, skutecznie obrzydziła mi pracę ze starszakami ;P

      Usuń
    13. Cóż, ja pracuje w szkole specjalnej. Taka uroda :P

      Usuń
  3. Jaki uroczy i słodki obraz namalowałaś tym postem... :) U mnie co prawda nic się nie zmieniło, bo od zawsze chcę mieć dziecko, ale ostatnio chcę jeszcze bardziej i nie mogę się doczekać tej roli. :))
    Takie malutkie, bezbronne dzieci są chyba najcudowniejsze...

    Oby mama dzieciątka nie poczuła się zazdrosna :) To ktoś z rodziny, czy to Twoja praca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie takie bezbronne! Ostatnio prawie odgryzła mi palca, a ma zaledwie siedem zębów! :D
      Ja długo byłam przekonana, że dzieci są cudowne... dopóki nie są moje. Chyba zawsze lubiłam je w swoim otoczeniu, ale nie chciałam mieć swoich. Później miałam takie "puf!" i chciałam bardzo...

      Mama dzieciątka ze mną kiedyś robiła to samo, więc musi mi wybaczyć ;)
      Rodzina, rodzina. Pomijając wszystko w pracy bym sobie na to nie pozwoliła :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Aż przesłodzony :D Chyba zrobię jakąś przerwę w tych opowieściach, bo zaczniecie mieć dość ;)

      Usuń
    2. Jakie dość? Twoje posty tak wyciszają, że powinnaś pisać codziennie. Przydaje mi się trochę spokoju po całym dniu latania za Amelią (nauczyła się raczkować i wszędzie jej pełno).

      Usuń
    3. Ojej! To teraz oczy wokół głowy i nawet na chwilę nie można jej zostawić! Małe dzieci mały kłopot... :D
      Dziękuję, to miłe. Staram się wrócić do częstszego pisania, zobaczymy co mi z tego wyjdzie.

      Usuń
    4. I jeszcze ją ciągnie do trzech rzeczy: komputer, telefon i pudełka z grami. Jej zabawki ją kompletnie nie interesują. Widać, że dziecko swojego ojca. Jak miała 7 miesięcy, to oglądała z tatą "Gwiezdne wojny" i - co najlepsze - utrzymywała powagę, ekscytowała się i śmiała wtedy, kiedy była odpowiednia scena. WTF? O.o

      Nie ma za co :)

      Usuń
    5. Hahaha. Pewnie papugowała po tacie. Chociaż... może Wam rośnie mała kinomanka :)

      Dzieci zazwyczaj w tym wieku nie interesują się zabawkami. Ja się teraz głowiłam co kupić na roczek, bo Mała właściwie nie bawi się niczym. (a miała być zabawka, bądź tu mądra) Od samego początku wystrzegam się tych a'la telefon czy laptop i to się w moim przypadku nie zmieni. Jak się niczym nie zainteresuje to niedługo zacznę płakać :D

      Usuń
    6. Tata akurat oglądał to bez okazywania emocji. Nie sądziłam, że takie małe dziecko potrafi analizować film ;D

      Najlepszy jest kawałek wstążki. Przerobiłam to w święta. Niczym się nie chciała bawić, tylko wstążką z opakowania prezentów.

      Usuń
    7. Czytałam kiedyś, że choć dorosły człowiek nie jest w stanie tego wychwycić to gdzieś w telewizji jest ukryty pewien przekaz mający na celu wywołanie ściśle określonych emocji. To ma się tyczyć głównie reklam, ale może filmów też? Dzieci ponoć to widzą ;)

      Mała na święta dostała misia w wielkim pudle, z jednej strony było zabudowane, z drugiej odkryte, żeby zabawkę było widać. I opakowane w papier. Jak się przewróciła na to pudło i okryła, że papier mógł się podrzeć, zza niego wyjrzeć misiek to próbowała z każdej strony. Aż nabiła guza :D

      Usuń
    8. Ciekawe. Wychodzi na to, że dzieci widzą wszystko. Duchy podobno też ;D

      Haha ;D Dzieci są niemożliwe!

      Usuń
    9. Ja serio w to wierzę! Myślę, że właśnie stąd biorą się wyimaginowani przyjaciele. Podobno takiego miałam :D

      Usuń
    10. Heh... ja nie tylko miałam wyimaginowanych przyjaciół, ale i sama sobie swój język wymyśliłam xD

      Usuń
    11. Ja tak "rozmawiałam" z ojcem, że patrzyli na nas jak na wariatów, bo nie używaliśmy słów. Tylko jakichś... dziwnych dźwięków :D

      Usuń
  5. Dobrze mieć takie osoby wokół, przynajmniej się wie, że można dla kogoś żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam mimo wszystko życie dla siebie, ale tak - obecność pewnych osób to skarb :)

      Usuń
    2. Niby tak, ale jak brak osób, które motywują czy są po prostu ważne, to też traci się siły i chęci do życia.

      Usuń
    3. Poniekąd. Ale życie dla kogoś zawsze niesie za sobą ryzyko katastrofy. To piękne, kiedy możemy je współdzielić, ale zawsze musi być "dla siebie", może być "dla nas", nigdy tylko "dla kogoś".

      Usuń
    4. Dokładnie tak. Zgadzam się. Nigdy nie miałam na myśli, życia dla kogoś i pod kogoś.

      Usuń
    5. To byłoby po prostu... niebezpieczne.

      Usuń
    6. Każdy ma po prostu swoje własne życie i musi sam je przeżyć.

      Usuń
  6. zawsze jak czytam Twoje posty mam wrażenie, że to, co opowiadasz, dzieje się w jakiejś odległej krainie, co jest bardzo... odprężające! dobrze tak czasem znaleźć się w innym świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie odkryłam żadnej odległej krainy, to "tylko" moja codzienność ;)
      Dziękuję, to miłe :)

      Usuń
    2. Podpisuję się pod słowami bobika :) Ja również zawsze czułam to odprężenie, kiedy Cię czytałam. Zawsze w Twoich tekstach był jakiś taki spokój. I jak się Ciebie czytało to trochę tak jakby na chwilę zatrzymywał się czas. Zawsze miałaś taki specyficzny łagodny styl i bardzo się cieszę, że wciąż się tego trzymasz. Mam jakiś sentyment do Ciebie, Twojego bloga, Twoich słów. Miło tu wracać - wciąż jesteś tak samo kojąca jak kiedyś.

      Usuń
    3. Uśmiecham się do Ciebie szeroko, Mel., bo pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile te słowa teraz dla mnie znaczą. Dziękuję :)

      Usuń
    4. Nie ma za co, kochana.

      Darzę Cię swego rodzaju sympatią. Nie znam Cię i wiem, że to tylko blogosfera, świat wirtualny, ale jakoś tak... zawsze odnosiłam wrażenie, że jesteś sympatyczną osobą. Na swój sposób intrygującą. Zawsze wydawałaś mi się taka... kobieca. Wydajesz się być kobietą subtelną, mającą w sobie jakąś tajemniczość. Wrażliwość. Kojarzysz mi się z kobietą pełną wdzięku, delikatności. Kobietą świadomą swojej wartości i pełną jakiegoś takiego... ciepła w sobie. Ciepło i subtelność - te słowa chyba najbardziej mi się z Tobą kojarzą. Tą subtelność w Tobie zawsze ceniłam. Poza tym jesteś inteligentną kobietą, która potrafi czarować słowami. I cała ta mieszanka sprawia, że wizja o Tobie jest po prostu przyjemna i miło mi tu wpadać. To nic, że to wizja, którą sama sobie skleiłam/dopowiedziałam, którą mogłam sobie wyidealizować. Ale tak właśnie Cię widzę.

      Usuń
    5. Tym bardziej się cieszę, że masz o mnie takie zdanie, jeśli wydaję Ci się sympatyczna :)
      Może to jest "tylko blogsfera", ale każdy z nas czytając kogoś wystarczająco długo kreśli sobie w głowie jakiś obraz jego osoby. Niekiedy trafny, niekiedy nie. Mnie większość ludzi tutaj obecnych wyobraża sobie podobnie. Kiedyś nawet ktoś wysnuł wizję mojej fizyczności, próbował opisać wygląd. Co do charakteru to nie wiem czy jestem dobrą osobą do jego oceniania, o sobie mówi się najtrudniej.

      Usuń
  7. Bo dzieci są słodkie :) zwłaszcza jak śpią i jak próbują się rozbudzić :) dzieci moich kuzynów wstawały z łóżka z wielkim pluszowym królikiem i szły do rodziców się przytulić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie! Wyobraziłam sobie jak ciągnęły te króliki za uszy ;) Czekam na moment, kiedy Mała sama do mnie przyjdzie. Na razie ledwo stoi :D

      Usuń
    2. Poczekaj poczekaj, już za kilka tygodni będziecie się bawić w ganianego :P

      Usuń
    3. Na roczku wszyscy pytali "no kiedy Ty wstaniesz dziewczyno", a ja uparcie wciąż twierdzę, że przyjdzie na Nią czas i nagle zaczną pytać "czy mogłabyś na chwilę usiąść?", zabawne to jest :D

      Usuń
  8. Nigdy bym nie przypuszczała, że do małego bobasa można poczuć tak silne uczucia, zwłaszcza że nie jest moje, tylko moją chrześnicą. Dzieci mają coś w sobie, ze nie sposób ich nie kochać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc ja też nie.
      Zgadzam się.

      Usuń
    2. To zadziwiające, nie? Jak potrafią Cię owinąć wokół palca. Chociaż myślę, że jeśli chodziłoby o inne "obce" dziecko, to nie byłoby tak samo.

      Usuń
    3. Nie nazwałabym tego "owijaniem wokół palca". Przeżyłam to z dwójką dzieci, otaczam się całą grupą... ale masz rację, to nie zdarza się codziennie.

      Usuń
  9. ja pierwsze słyszę o tej aplikejszyn, muszę sobie obczaić w końcu ten snapSHIT! jeżeli to coś tak durnego, jak snapczat, to podziękuję :D

    TAK, oczywiście mam snapczata XD

    OdpowiedzUsuń
  10. Alien, skoro działasz cuda to może dałabyś rade jeszcze dwa takie zdziałać ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Małe dzieci są magiczne i potrafią wiele w człowieku pozmieniać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Potrafią nas wielu rzeczy nauczyć, niczego nieświadome :)

      Usuń
  12. Podziwiam ludzi, którzy mają taką cierpliwość i dobrą rękę do dzieci :)

    OdpowiedzUsuń